Takimi właśnie słowami odpowiedział mi hrabia Albon na prośbę o rozmowę dla Grafitu. Przez niektórych uważany faktycznie za maniakalnego szaleńca, węszącego wszędzie spiski i zakulisowe ustalenia. Dla innych zaś – jeden z niewielu, który potrafił przejrzeć na oczy, by zobaczyć, co tak naprawdę ma miejsce w Królestwie i nie boi się o tym głośno mówić. Koniec końców, mimo twardo postawionych warunków, udało nam się namówić hrabiego na rozmowę. I zapewniamy – na pewno nie będzie nudno!
Od jak długiego czasu działa hrabia w Królestwie Dreamlandu?
Dokładnie nie pamiętam. (śmiech) Wydaje mi się, że od października 2002 roku, ale głowy nie dam, może nawet od 2001 roku. W każdym razie dosyć długo. [po wywiadzie dowiedzieliśmy się, że hrabia przybył do KD w połowie października 2001 - przyp. red.]
Jak zaczęła się hrabiego przygoda z KD?
Najpierw zapisalem się do Leblandi, bo gdzieś znalazłem w mediach opis mikronacji. Tam życie płynęło dosyć wolno, więc poszukałem czegoś innego i trafiłem do naszego Królestwa. Pamietam, że znalazłem jakiś artykuł o UFO. Zainteresowało mnie to i napisałem fikcyjny list, że widziałem coś niezidentyfikowanego i tak dalej. Przy okazji tego listu dowiedziałem sie, że nie wszystko w KD działało (i działa) na bieżąco… Okazalo się, że artykuł był sprzed dwóch lat i gazeta dawno już nie istniała. (śmiech)
Pamięta hrabia, kto był pierwszym poznanym przez hrabiego Dreamlandyczkiem?
Niestety nie. Jednym z pierwszych był Bzerolek de Kakuć, wydaje mi się, ale było to tak dawno. Licząc dreamlandzkie lata mam ich sporo… Nie pamiętam dokładnie.
Jakie były początki politycznej kariery hrabiego?
Za początek – jakąś podbudowę – można uznać artykuły w Tygodniku Morlandzkim, którego RedNaczem był de Kakuć. Pisałem tam felietony związane z GPW Dreamlandu. Później zostałem wiceministrem finansów Morlandu, potem ministrem tychże, zaś nastepnie, jak niektórzy żartowali, stałym członkiem IP (najwięcej razy byłem posłem, jeśli dobrze liczę), nastepnie ministrem finansów KD, no i na końcu premierem.
Posłował hrabia przez sześć kadencji – za kazdym razem z ramienia Dreamlandzkiej Partii Monarchistycznej. Co przeamawiało za wyborem tego ugrupowania?
Czułem się zawsze monarchistą i choć ostatnio to odczucie trochę słabnie, nadal najbliżej mi do tych ideii. Później, kiedy byłem przewodniczacym DPM, nie wypadało startować z innego ugrupowania. (śmiech) Niestety DPM przestało istnieć – sam miałem ten niemiły obowiązek zakończenia (zawieszenia) działania partii. I w tym okresie także przestałem brać udział w wyborach. Może poza jednymi, kiedy to jako bezpartyjny kandydat nie przeszedłem rejestracji, bo akurat wtedy nawaliła poczta i przewodniczący komisji nie dostał maili pięcu ludzi mnie popierających. Sprawa śmieszna, żałosna i jeden z kamyków do mojej świętej krucjaty przeciwko kilku osobom nazywanym przeze mnie kolesiami. (śmiech)
Jest więc hrabia (lub przynajmniej był) zadeklarowanym monarchistą? Dlaczego? Co według hrabiego przemawia za tą właśnie teorią polityczną w warunkach wirtualnych?
Monarchia to, w warunkach wirtualnych i myślę, że realnych także, jedna z najlepszych ideii. Musi być spełniony jeden warunek, monarcha musi być bezstronny. Czy teraz takiego mamy…? Przemilczę ten temat. Kiedyś, kiedy działałem w DPM, monarcha był kimś, komu się ufało i wybaczało bez mrugnięcia okiem błędy, bo nie były powodowane złą wolą. DPM to także tradycja, tradycja szlachecka, tradycja szanowania innych, nie przekraczania granic dobrego smaku i tak dalej… Kiedyś tak bywało, teraz jest nieco inaczej…
Dlaczego DPM się rozpadło?
Powód był prozaiczny – brak czasu. Ale niestety i brak chęci. Członkowie byli utrzymywani w ugrupowaniu prawie na siłę, ja, jako przewodniczacy już nie miałem tej iskierki, którą posiadałem jako premier. Nie potrafiłem wyławiać młodych gniewnych do współpracy. Nałożyło się na to takie trochę zmęczenie Dreamlandem z mojej strony, a także, nie ukrywam, pewnien żal za traktowanie jako premiera przez senat.
Jakie traktowanie? Ma hrabia na myśli VI kadencję?
Nie pamiętam, która to była kadencja, ale chodziło o to, że premier nie miał dostępu na listę Senatu, a Senat ingerował na liście RKKD. Podobną sytuację mieliśmy niedawno na linii IP-Senat. Widać po tym, że nic się nie zmieniło, niestety, w tej kwestii. Ludzie “wybierani” przez Króla mają swoją tajną lożę, a reprezentanci narodu nie mają nic do powiedzenia, bo to grozi sześciomiesięczną banicją. Niestety Senat to takie święte nieroby, których się nie da ruszyć. A Senat popierany przez Króla to już półbogowie i dokładnie tak się zachowują, choć niewiele wnoszą poza zamieszaniem do naszego kraju.
Sugeruje hrabia, że zachowanie i nastawienie senatorów do IP pogarsza się przez lata? Co może być tego powodem?
Może się nie pogarsza, ale nie jest dobre. Chodzi o relacje tak pomiędzy IP i Senatem, jak i Senatem i RKD (wiadomo, że wywodzi się z większości zasiadającej w IP). Powody są dwa; jeden z winy Senatu, drugi – i mówię to z ciężkim sercem – z winy IP. Winą Senatu jest ich (i to zadziwiające, że ludzie normalni, stając się senatorami, tak się zmieniają) widzenie siebie jako opatrzności naszego kraju. Jako tych ojców, bez których maluczcy nie dali by sobie rady i z tego powodu traktują wszystkich z góry. Z premierem włącznie. Najgorsze jest to, że na przykład brak dostępu do ich listy nie jest spowodowany tajemnicą. Po prostu nie chcą, żeby społeczeństwo się dowiedziało, że nic nie robią, a jak już coś zrobią to na szkodę KD lub tylko dla samego zagmatwania prawa. Winą IP jest niestety hurraoptymizm i słomiany zapał. Po 2-3 tygodniach urzędowania na poselskich stołkach posłowie zaczynają się nudzić, nikt nie czyta ustaw, mało kto coś zgłasza pod obrady. Głosuje się tylko, gdy robi to kolega z partyjnej ławy (bo czasem zdarza się, że ktoś tę ustawę przeczyta jednak). (śmiech) Niestety pewne zazuty senatorów w stosunku do IP są uzasadnione. Różnica jest tylko taka, że IP przyjmuje to do wiadomości – nie raz pisałem o tym, jako poseł, że nie jest dobrze – ale Senatu krytykowac nie można, bo senatorzy są święci.
Jak to mozliwe, ze zadeklarowany monarchista jest takim zagorzałym zwolennikiem wybieranej demokratycznie IP, a przeciwnikiem zależnego od monarchy Senatu?
Tak, jak pisałem wcześniej – monarchia jest dobra, kiedy monarcha jest niezależny i obiektywny. Niestety ostatnimi czasy widzimy, że tego obiektywizmu brakuje. Są zaściankowe rozmowy między Królem i Senatem i pewna grupą ludzi rządząca KD wełlug własnego uznania. Ja szanuję obecnego monarchę i zapewniam, że w razie jakiegoś puczu pierwszy stanę ze swoim mieczem (mam go w piwnicy w Kakutach, czasem się przydaje w sąsiedzkich “rozmowach”…) w obronie Jego Wysokości. Ale mam też prawo – jako, że żyjemy w demokratycznym kraju (tym się KD szczyci) – na słowa krytyki czasem zachaczające o sąd szlachecki czy cywilny. Po prostu nie lubię, jak ktoś coś robi za plecami społeczeństwa. Oczywiście nie można w naszych wirtualnych warunkach dopuścić do pełnej demokratyzacji kraju, skończyłoby się to anarchią, ale jakieś zasady należy zachować. Nie można płakać, że mało ludzi wartościowych się pojawia w KD, a zarazem robić takie przekręty, jak robi się obecnie. Jakieś tajne traktaty bez wiedzy społeczeństwa (a właściwie wiedzą o tym tylko ludzie z kliki), jakieś ureligijnienia monarchy, jakieś horrendalne kary dla przeciwników… Niedługo obudzimy się w kraju totalitarnym, jak tak dalej pójdzie. Nawet monarcha musi przyjąć do wiadomości, że Dreamland to nie strony www, ale ludzie!
Ureligijnianie monarchy?
Chodzi o ten fragment: “1. Nadaje się JKM Edwardowi Arturowi, Królowi Dreamlandu, w ramach zasług dla wyznawców Wandy, tytuł Fidei Wandae Defensor, czyli Obrońcy Wiary Wandejskiej.” Było to załatwione za plecami społeczeństwa, wszyscy zostali postawieni przed faktem dokonanym. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy się temu sprzeciwili. Nic to nie zmieniło, ale pokazało, że nie tak łatwo zawładnąć Królestwem garstce ludzi.
Fragment czego?
To fragment… nie wiem, jak to nazwać… dekretu może. Było to porozumienie między Wandystanem, a MSZ (gen. Alchien). Nie piszę między Wandystanem, a KD, bo była to ewidentna prywata. Król stracił wtedy dużo w moich oczach, biorąc udział w tej prywacie kilku kolesi. Nic nie mam przeciwko Wandystanowi i ich idei Kościoła Wandy. Ja tylko nie zgadzam się na ureligijnianie naszego władcy, bo KD to państwo świeckie i tym się szczycimy.
Czesto w wypowiedziach hrabiego pojawiają się określenia “klika”, “grupa kolesi”, “garstka ludzi chcąca zawładnąć KD”. Często w połączeniu ze słowem “Senat”, a co za tym idzie “Król”. Kim są ci tajemniczy kolesie? Kiedy zaczęli działać, lub też kiedy hrabia zdał sobie sprawę z istnienia takiej “kliki”?
Jak wspomniałem na wstępie do naszego wywiadu [omówienie technikaliow - przyp. red.] nie będę wymieniał nazwisk. Powiem tylko, że jest to grupa około 5-10 osób bardzo dobrze poinformowanych. Nie są to koniecznie osoby na eksponowanych stanowiskach. Rządzą KD w sposób im wygodny, bawią się naszym krajem, nie informują społeczeństwa o swoich krokach, załatwiają sprawy związane z żywotnymi interesami KD w sposób masoński, zamknięty, tajny… Dowiedziałem się o tej grupie pośrednio poprzez pracę w służbach specjalnych KD. O szczegółach nie mogę powiedzieć nic więcej, składałem przyrzeczenie i nadal jestem oficerem armii KD, choć już w SSKD nie działam od dłuższego czasu. Dziwnym jest, że czasem członkowie tej grupy kłócą się ze sobą na listach dyskusyjnych KD. Jest to jednak tylko gra na zmyłkę społeczeństwa. Coraz mniej ludzi wierzy w ich słowa, a coraz więcej – co mnie niezmiernie cieszy – zmienia zdanie o mnie z “starego nawiedzeńca” na “może w tym jest nutka prawdy”. (śmiech)
Od jak długiego czasu działają?
Trudno powiedzieć… Grupa ta działa od 2-3 lat na pewno, ale przed nimi byli zapewne inni (jednostki odchodzą, innych się “werbuje”). Zupełnie szczerze powiem, że jeśli chodzi o zabawową część naszego życia w wirtualnym Dreamlandzie to chwała bogom, że oni są. (śmiech) Było by nudno, nieciekawie i bezbarwnie.
Ale tak naprawdę przeważająca większość społeczeństwa nie ma pojęcia, jak sam hrabia przyznaje, o ich istnieniu. W jaki więc sposób zapewniają dobrą zabawę komukolwiek więcej prócz siebie?
W mojej opinii przeważająca część społeczeństwa to martwe dusze (albo ledwo zipiące)… A klika zapewnia zabawę tej nielicznej grupie, która Dreamlandem żyje. Wielu wie o ich istnieniu, między innymi z mojego powodu (śmiech), choć nie wszyscy w to wierzą. Ale zdarzają się nawrócenia. Jest to już taki nasz nieodłączny folklor polityczny. Źle się dzieje, jeśli staje się to folklorem społecznym, związanym ze sprawiedliwością czy zmianami naszej demokratycznej tożsamości. Każdy demokratyczny kraj wirtualny czy realowy ma swoje służby specjalne, tajne narady i tym podobne. Ale nie wolno – jeśli zabawa ma dotyczyć ogółu, a nie garstki ludzi – przeginać z tą tajnością i zamknięciem dla społeczeństwa, bo zabawa straci sens i KD zostanie z 10 obywatelami.
Grupa ta więc, według hrabiego, z tajnością “nie przegina”? Poza tym pozwolę sobie zauważyć, że tak naprawdę ci, którzy wierzą hrabiemu na słowo i tak nie są w stanie posiąść żadnych konkretnych informacji na “ich” temat – chociażby nazwisk. Ciężko więc powiedzieć, że “wielu o nich wie”.
Grupa ta, według mnie, właśnie zaczyna czasami “przeginać”. To mnie boli i denerwuje. Osoby bywające na LDKD wiedzą mniej wiecej, kto należy do “Grupy Kolesi”. Ja nie będę rzucał nazwiskami, bo to tajna grupa. (śmiech) Chciałbym tylko, aby społeczeństwo (a szczególnie nowi obywatele) było bardziej widzące, miało otwarte oczy na to, co się dzieje dookoła i oceniało ludzi z kliki odpowiednio. To byłby taki wentyl bezpieczeństwa… Klika przegina – z wentyla wypuszczane jest im powietrze poprzez krytykę na LDKD. Powiem szczerze, że coraz lepiej jest z tym działaniem społeczeństwa. Mówię tutaj na przykład o wypowiedziach krytycznych wobec działań kliki ze strony 10-15 ludzi, zamiast jednego starego mieszacza, jak było dotychczas.
Wspomniał hrabia o pozorowanych publicznych kłótniach “kolesi”. Czy sugeruje hrabia, że członkowie tej tajnej grupy prezentują różne opcje i poglądy polityczne?
Owszem, ale w ważnych sprawach dogadują się tajnie. Część to prawdziwe kłótnie (żadna organizacja nie jest do końca hermetyczna), a część to pewnie kłótnie mające na celu pokazanie, że nie są w jednej tajnej grupie. Wiem, że brzmi to jak teoria spiskowa, ale tak jest naprawdę i moim zdaniem tak jest ciekawiej i barwniej (tzn. kiedy można pospiskować, a ktoś inny może to odkryć). Nic nam tutaj za to nie grozi. Tak naprawdę i ja traktuję to trochę jako rozrywkę. Co nie znaczy, że czasem nie zagotuję sie całkiem realowo. (śmiech)
Muszę przyznać, że w teorii faktycznie urozmaica to i urealnia w znaczny sposób zabawę. Jednak czy z politycznego i społecznego punktu widzenia takie tajne rządzenie państwem przez pewną niemożliwą do ujawienia grupę nie jest dla KD destrukcyjne?
(po dłuższej chwili zastanowienia) I tak, i nie. Wszystko zależy od skali. Na, jakby to powiedzieć, “nieprzeginająca skalę” jest to budujacę dla Dreamlandu – coś się dzieje, są grupy ścierające się politycznie i tak dalej. Ale wszystko zależy od natężenia oraz od mądrości osób będących w tej grupie. Jeśli działania sa głupie (jakieś podkładanie się Wandystanowi na przykład, czy tracenie energii na jakieś amerykańskie, nic nie znaczące i żyjace przeszłością mikronacje) to jest to destrukcyjne.
A jaki jest tak naprawdę cel tych osób? Do czego dążą?
Wirtualny cel jest taki, aby mimo zmian rządzących partii mieć władzę zawsze w swoich rękach. Inaczej mówiąc, żeby tajna władza była zawsze ponadpartyjna, choć nie zawsze się im to udaje. Realowy cel to chyba dobra zabawa. (śmiech)
Władza w ich rękach – to zrozumiałe. Ale do czego dążą politycznie? Czy jest jakiś powód – tajne plany, cele, niekorzystne dla KD i jego obywateli – dla którego możemy się “kliki” bać?
Tego nie wiem, nie jestem ich członkiem. (śmiech) Myślę, że mimo mojego do nich krytycznego podejścia, są tam ludzie, którzy dbają o interes Dreamlandu jako państwa. Dobrze by było, żeby jeszcze zadbali o interesy obywateli. Bać kliki chyba się nie musimy, choć ostatni wyrok sześciu miesięcy banicji to już krok w stronę wymuszenia takiego strachu. Jeśli ich działania będą zbyt radykalne to Dreamland opustoszeje i będą musieli odpuścić (to ten zarysowujący się wentyl bezpieczeństwa). Reasumujac więc nie sa groźni na tyle, żeby było się trzebba ich bać.
Sugeruje hrabia, że grupa ta wywiera także znaczne naciski na sąd?
Oczywiście. Sąd już nie jest tak niezależny, jak za poprzedniego Króla. Co ciekawe, jak wiemy, jest on teraz odpowiedzialny za sądy… Szkoda, że tak się dzieje…
Szkoda, ale z czego wynika taka sytuacja? W świecie wirtualnym nie egzystuje raczej instytucja łapowki. Dlaczego więc niektórzy, mimo to, sa ulegli na naciski kliki (choćby, jak hrabia sugeruje, król senior)?
Mam nadzieję, że Król Senior wcale nie jest na te naciski uległy. To się okaże przy odwołaniach od wyroku. Dreamland to monarchia, można powiedzieć, czasem absolutna. “Klika” jest popierana przez moarchę i wtedy może o wiele więcej. Wcześniej niekoniecznie jej działania były popierane przez króla (teraz już seniora). Co także wiązało się z tym, że nie o wszystkim wiedział. (śmiech) W poprzedniej klice działał z powodzeniam obecny władca, więc trudno przed nim coś klice ukrywać. Ale też trudno mu się wytłumaczyć z swojego nieobiektywizmu niewiedzą. Klika eliminuje swoich przeciwników, lub tych, którzy za głośno mowią o ich istnieniu, poprzez ośmieszenie (vide moja skromna osoba), czy też straszak w stylu banicji. I jeszcze jedno; w świecie wirtualnym nie ma łapówek finansowych (na razie, bo dream jest niepotrzebny do egzystencji), ale są łapówki stanowiskowe, lub łapówki pozwalające uszczknąć trochę z ich tajemnic.
Dlaczego, mimo tak rozległej wiedzy na temat tej grupy, nie decyduje się hrabia na jakieś działania przeciw nim?
Pan redaktor żartuje. (śmiech) Proszę przeczytać LDKD w okresie ostatnich kilku lat. Ja jestem uważany za jednego z największych schizofreników, widzących wszędzie spiski w naszym Królestwie. (śmiech) Działam, jak mogę. Piszę o tym na liście, rozmawiam o tym z ludźmi. Innych możliwosci nie mam. Cieszy mnieto, że mimo tych prześmiewczych tekstów o mnie ze strony kliki, mam coraz więcej myślących i widzących słuchaczy.
Na ujawnienie nazwisk – co byłoby naprawdę poważnym, aktywnym działaniem wymierzonym w klikę – jedanak się hrabia nie decyduje.
Nic nie udowodnię, niczego to nie zmieni, a ja będę miał dziesięć spraw sądowych. A nie lubię czytać tego prawniczego bełkotu i nań odpowiadać. Tak, jak 95% społeczeństwa nic z tego nie rozumiem. Poza tym cała zabawa polega na gonieniu króliczka, nie na złapaniu go. (śmiech)
Pewne nazwiska, jak hrabia wspomniał, zdobył hrabia działając w SSKD. Czy jest w stanie hrabia powiedzieć coś więcej na ten temat? I czy konkretna wiedza wyniesiona z SSKD nie byłaby wystarczającym dowodem?
Nie do końca zdobylem tam. SSKD to pewna przybudówka kliki, można nawet powiedzieć, że wyżsi oficerowie SSKD są tożsami z kliką. (śmiech) Dowodów nie ma, są tylko moje słowa przeciwko słowom dziesięciu wpływowych obywateli Królestwa. Mogę sobie pisać na LDKD o klice, ale w świetle prawa są to tylko moje domysły. Struktura SSKD zbudowana jest na takiej zasadzie, że tylko jedna, może dwie osoby wiedzą wszystko. Reszta wie tylko tyle, na ile pozwala im szef SSKD (co zresztą jest zrozumiałe i dobre dla służb specjalnych). (chwila ciszy) Rozstrzelają mnie za to, albo pozbawią stopnia. (śmiech) Już nic więcej o SSKD nie powiem.
Mowi hrabia, iż nie ma ochoty być oskarżanym i pozywanym za pomówienia. Teoretycznie wiele z odpowiedzi hrabiego na moje pytania też można pod to podciągnąć. Nie obawia się hrabia?
Teoretycznie można, ale klika nie będzie chciała się bawić w sądy za taki wywiad. Nie ma tutaj konkretów, których mogliby się uczepić w sądzie. Staram się uważać, żeby za dużo nie powiedzieć. Poza tym, bez urazy, ale nigdy nie mam pewności czy mocodawcą danego redaktora nie jest ktoś z kliki. (śmiech) Po co rozgłos na LDKD, związany ze sprawą sądowa, jeśli można łatwiej mnie wyeliminować przedstawiając społeczeństwu, jako niegroźnego, zakręconego łowcę spisków.
Na koniec luźniejsze pytanie z innej beczki – mógłby hrabia powiedzieć parę słów o imprezach kartonowych?
Oooo, to dawne, nawet bardzo dawne czasy. Skąd Pan o tym wie? (śmiech)
Jako redaktor też muszę mieć swoje tajne źródła. (śmiech) Poza tym, skoro to takie dawne czasy, to tym chętniej młodsi czytelnicy coś by na ten temat przeczytali.
W porządku. Imprezy te organizowałem dla znajomych pod mostem w Cintrze. Wtedy, już jako minister, nie miałem swojego domu, działki i tak dalej, i mieszkałem w kartonach pod mostem. Kartony się przydawały, bo mimo duuużej ilości promili we krwi, ranki w Cintrze bywały dosyć chłodne, a wiadomo, że papier dobrze izoluje. (śmiech) Z tego okresu znam wszystkich – prawie – członków kliki (nie ucieknę od tego tematu), byłych i obecnych władców, namiestników i tak dalej. Dlatego też moje “wojny” z kliką są jedynie do pewnych granic. Ich przyjaźn jest dla mnie ważniejsza, niż spiski.
Myśli hrabia, że w drugą stronę także to działa?
Na to już nic nie poradzę, jak to działa z ich strony. (śmiech)
Planuje hrabia jakąś reaktywację imprez kartonowych?
Uczestnicy się porozjeżdżali po pałacach i różnych ważnych urzędach… Nie wiem, czy ich delikatne żołądki i skóry wytrzymałyby imprezy w dawnym stylu. (śmiech) Ale może kiedyś… Kto wie…
I na zakończenie, ostatnie pytanie – co hrabia robi obecnie?
Obecnie, według kilku znanych obywateli, nic nie robię. Poza tym nic nierobieniem jestem przewodniczącym Kongresu Morlandu, Ambasadorem Dobrej Woli Erboki w KD, redaktorem naczelnym Kuriera Morlandzkiego, uczestniczę w Piłkarskiej Lidze Przyjaźni (WKS Kakuty) i podpisuję paszporty w Księstwie Morlandu.
Dużo zajęć… Dziękuję serdecznie hrabiemu za wywiad i życzę powodzenia w dalszym życiu wirtualnym.
Dziękuję bardzo.
Muszę przyznać, że dawno nie słyszałem Albona, który nie grzmi, nie krzyczy, nie oskarża, nie wieszczy i nie rozdziera szat. A tu nagle – taka spokojna rozmowa, ze śmiechem, bez armii wykrzykników… Miód na moje nerwy
Jak zawsze – gorąco proszę o ujawnienie nazwisk mitycznej kliki. Chciałbym wreszcie dowiedzieć się, czy zaliczam się do niej, czy do otumanionego i łatwowiernego społeczeństwa? A moi znajomi, przyjaciele? A posłowie, senatorowie, namiestnicy? Dopóki nie padną nazwiska, to całe to mówienie o klice jest jak wszechobecny Układ w III RP – każdy o nim słyszał, ale nikt nie widział.
Jak dowiem się wreszcie, kogo Albon uznaje za klikę, to będę mógł to porównać z własnymi obserwacjami i przyznać mu rację lub nie. Do tego czasu zmuszony jestem z góry odrzucać całą teorię kliki – żeby nie skrzywdzić choćby jednego uczciwego, który na tej liście Albona mógł się omyłkowo zaplątać.
A eksploatując trochę konwencję teorii spiskowych… Skąd pewność, że Albon sam nie jest członkiem kliki? Może to właśnie ta “gra na zmyłkę społeczeństwa”, o której mówi? Może właśnie jego zadaniem jest takie skompromitowanie teorii kliki, by nikt o zdrowych zmysłach nie zdołał już w nie uwierzyć – gwarantując tym samym klice wieczny spokój i bezkarność? Dopiero robi się ciekawie ;->
Po interwencji rednacza pozwolę sobie przekleić tu swoją wypowiedź z LDKD.
—
Witam,
A ja myślę, że Albon jest opłacony przez Układ. Sam jest kolesiem.
Jest tak bardzo w tropnieniu spisków nieudolny i śmieszny, że aż karykaturalny. A o to przecież chyba chodzi ludziom z Układu – żeby ich krytyka kojarzona była ze struganiem wariata. Przez swoją pozorną walkę Albon w istocie chroni Układ przed jego rzeczywistymi przeciwnkami, ośmieszając samą ideę jego zwalczania.
–
Pozdrawiam,
M.Estreicher
A, interwencji od razu… Jak to groźnie i oficjalnie brzmi.
Po prostu dobrze jest widzieć komentarze pod artykułami. Nawet jeśli wiem, że ludzie czytają, choćby dlatego, że mi o tym mówią, to mimo wszystko lepiej dla Grafitu jest, jeżeli jakieś komentarze pod wpisami są.
Skoro tak, moja odpowiedź z LDKD:
-
Też nad tym myślałem przez cały czas prowadzenia wywiadu.
Szczególnie tknęło mnie to wtedy, gdy hrabia zaznaczył, iż nie jest pewien, czy moim mocodawcą nie jest układ. Pomyślałem – “a może Twoim”? ;P
Generalnie rzecz biorąc, mimo, że nie zarzucam hrabiemu kłamstwa, jestem w stanie zarzucić chyba lekką przesadę (z całą sympatią). Dopóki nie znam jakichkolwiek konkretów (młody jeszcze jestem
), cała ta sprawa jest dla mnie nieco abstrakycjna, poza płaszczyzną dowodów i wiedzy, a bardziej na płaszczyźnie wiary. Co za tym idzie, ciężko mi nawet określić prawdopodobieństwo sytuacji, którą kolega redaktor sugeruje.
A ja mam pytanie… W który przycisk myszy trzeba klikać, by przynależeć do kliki i być klikaczem? : > click click
Klika jest dla nielicznych, więc pewnie środkowy, ci bez rolki będą mieli problem
A co z tymi co maja touchpad? Jawna dyskryminacja… : /
[...] Original post by de la Kowalski [...]