Nieczęsto Dreamlandczycy w sposób zorganizowany wchodzą do realu i tak kierują swoimi realnymi tożsamościami, by te spotkały się w jednym miejscu. Muszą mieć jakiś dobry powód, żeby w ten sposób trwonić czas, który mogliby poświęcić na zabawę w wirtualu. Takim powodem może być na przykład okrągła rocznica dziesięciolecia istnienia Królestwa Dreamlandu. Oczywiście, mogą być lepsze – i zapewne wielu Dreamlandczyków czeka na nie (np. pięćdziesięciolecie brzmi już poważniej), ale dla dziewięciorga obywateli Królestwa Dreamlandu dziesięciolecie wystarczyło. Wśród nich, mimo pewnych początkowych wątpliwości, znalazł się niżej podpisany.
Najpierw, żeby mieć już to z głowy, uczciwie muszę powiedzieć, że organizacji zjazdu nie można nazwać kiepską. Trudno nazwać ją w ten sposób, skoro właściwie jej nie było. A przynajmniej nie przejawiła się w praktyce. Jedyną rzeczą zaaranżowaną przed zjazdem, która zadziałała jak należy było zorganizowanie noclegu zjazdowiczów, przez nich samych (podziękowania dla księcia Ghardina). Poza tym wszystko opierało się na czystej improwizacji, od dość chaotycznego odbierania kolejnych osób z dwóch dworców i niepotrzebnego miotania się po mieście, przez wybór lokali, po sam brak jakiegokolwiek programu zjazdu. O tym, że sam fakt jego zorganizowania został ujawniony w takim terminie, że wielu Dreamlandczyków nie mogło przyjechać w związku z innymi planami też należy wspomnieć. Generalnie pod względem organizacyjno-logistycznym nastąpiła mała katastrofa, ale prawdopodobnie to wynik braku doświadczenia Dreamlandczyków w organizacji tego rodzaju imprez w połączeniu z jakimś trudnym do wytłumaczenia zamroczeniem – następnym razem będzie lepiej. Myślę, że dużo rzeczy mogłoby zadziałać naprawdę dużo lepiej, gdyby poświęcić im choć odrobinę więcej uwagi.
Naszą domeną jest jednak rzeczywistość wirtualna, więc jakieś potknięcia związane z odnalezieniem się w realu zostawmy na boku. Tym bardziej, że nawet mimo tego rodzaju niepotrzebnych wpadek, osobiście zjazd oceniam jako inicjatywę wyjątkowo udaną (choć może to określenie brzmi trochę za słabo, z drugiej strony jednak wolałbym nie używać określenia: megasuperhiperextra). Zdecydowanie wyjazdu nie żałuję, a wszelkie niedogodności z nawiązką zrekompensowało towarzystwo realnych postaci tak ciekawych Dreamlanczyków, jak Artur I Piotr, Pavel Svoboda, Jubei d’Archien-Krieg, Ghardin, Bager, Paweł Milewski, Alchien d’Archien, Paweł Erwin d’Archien-Liberi. Trudno mówić o jakimś realnym dobrym poznaniu się w ciągu parunastu godzin, ale z pewnością było to ciekawe uzupełnienie wirtualnej znajomości i kilkanaście godzin całkiem dobrej zabawy.
W planie miałem sporządzenie krótkiego sprawozdania ze zjazdu, ale po namyśle stwierdziłem, że być może nie byłby to najlepszy pomysł. I tak nie mam zamiaru silić się na oddanie np. klimatu wędrówek po Łodzi w kilkudziesięciostopniowym upale, sesji zdjęciowej w realu (która wzbudziła nerwowe zainteresowanie personelu), obdzwaniania z życzeniami wszystkich znanych i nieznanych obywateli Królestwa Dreamlandu oraz “odśpiewywania” im hymnu, sporządzenia proklamacji, której treści i formy boję się nawet przywoływać we wspomnieniach, dramatycznych poszukiwań nowych lokali, wyprawy w jaką daliśmy się wplątać z Bagerem około piątej nad ranem (ostatecznie zakończonej sukcesem) i paru innych rzeczy, o których i tak raczej bym w tym miejscu nie pisał. A tak naprawdę najciekawszy w tym wszystkim był klimat, humor, weryfikowanie wzajemnych wyobrażeń o realnych wersjach wirtualnych znajomych. W życiu bym nie spodziewał się, że legendarny król-prawodawca, poskromiciel secesjonistów, Artur I Piotr okaże się tak życzliwym, sympatycznym i skromnym człowiekiem, a na co dzień wirtualnie raczej poważny i nie mniej legendarny Ghardin zaprezentuje się jako człowiek tak niesamowicie wesoły i otwarty (z podobnych względów, jak wcześniej, raczej wzdragam się przed napisaniem: jajcarz). Całkiem niezwykłą postać w realu wykreował sobie Pavel Svoboda, naprawdę dziwy typ, mówię Wam! To tylko przykłady, naprawdę każdy uczestnik zjazdu okazał się ciekawą osobowością, wartą bliższego poznania – szkoda, że formuła zjazdu wygląda tak, jak wygląda. Może kolejne zjazdy pozowlą poznać się nieco lepiej, nie tylko dlatego, że będą to już kolejne spotkania, ale być może właśnie w ich programie znajdą się ciekawsze elementy. Bardzo na to liczę, myślę, że bez zjazdu przynajmniej raz w roku się nie obędzie. Już ja się o to postaram.
Zmęczenie i zbyt krótka perspektywa umożliwiają mi stworzenie tylko takiej impresji jak powyższa. Jeśli ktoś czuje się na siłach i ma ochotę napisać coś więcej, podzielić się swoimi wrażeniami: zapraszam czy to do pisania komentarzy, czy dłuższych artykułów, które z przyjemnością opublikujemy w Graficie.
Tym, którzy mają taką możliwość – bardzo polecam wizytę na zjeździe w Warszawie. Naprawdę warto.
Żałuję, że nie mogłem się z Wami zjechać
Na piętnastolecie Dreamlandu postaram się w każdym razie przybyć. Będzie kolejna piątka na karku.
No tak, ale dzwoniliśmy do Ciebie, prawda?
Do Fabioli właściwie, ale wydaje się, że Ty też się załapałeś
A co do kolejnego zjazdu, ja myślę, że może uda się zorganizować coś szybciej niż za 5 lat.
“Żałuję, że nie mogłem się z Wami zjechać” – khem… zabrzmiało dwuznacznie
BTW wszystkie Pawły są nieco pozytywnie szajbnięte – Pavel – człowiek z największym poczuciem humoru w KD, Paweł-Alchien – jedyny prawdziwy szpieg w Królestwie
, Paweł-ja – kto był, ten widział
, Paweł Milewski jest do tego stopnia odbiegający od normy, że studiuje geografię… Pabla nie znam, bo nie był na zjeździe, więc nie powiem.
Jeszcze raz – dzięki za spotkanie!
“Generalnie pod względem organizacyjno-logistycznym nastąpiła mała katastrofa (…)”
Bardzo celna krytyka, Marcusie. Pytanie, do kogo skierowana? Warto chyba zauważyć, że organizacją zajęły się osoby, których nikt o to nie prosił i które wzięły się za to wyłącznie dlatego, że urzędnicy, których stanowiska nakładają na nich poniekąd jakąś odpowiedzialność za tego typu wydarzenia, nie zrobili najzupełniej, najdokumentniej i najabsolutniej nic. Dodam, że postulowałem rozpoczęcie prac nad zjazdem po raz pierwszy w sierpniu ubiegłego roku, a potem znów w grudniu. Oferowałem pomoc, jeśli tylko ktoś bardziej namaszczony do przywództwa będzie koordynował prace. Wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby wśród organizatorów znalazł się ktoś kto mieszka na miejscu (albo chociaż w promieniu 200 km). Ale zaraz… To wygląda jakbym miał do kogoś pretensje. O, nie, bynajmniej. Chcę tylko bronić siebie i Jubei, bo uważam, że zrobiliśmy najlepiej jak byliśmy w stanie, a co ważniejsze, gdyby nie my, nie byłoby żadnego zjazdu.
A tak poza tym, to Marcusie, przebija przez Twoje słowa ogromne niedoświadczenie. Ten zjazd był d o k ł a d n i e tak samo zorganizowany, jak każdy poprzedni i odbył się w praktycznie ten sam sposób – tylko osób był nieco więcej niż kiedykolwiek przedtem. Więc nie było katastrofalnie, tylko zwyczajnie, przeciętnie. Można narzekać tylko na to, że mogło być bardziej hucznie ze względu na okazję. Gdyby nie fakt, że to rocznica, zjazd uznałbym za w pełni udany i muszę powiedzieć, że nie umiałbym powiedzieć, czego mu brakowało.
“Paweł-ja – kto był, ten widział
” – I to jest bardzo, bardzo prawdziwe. Nie wystarczy usłyszeć, czy dotknąć. Pawła trzeba _zobaczyć_!
No własnie, jak można oczekiwać jakiejś “organizacji”?… No pfff
Szkoda jednak, że wszyscy tak szybko się zmyli i byłam skazana na szlajanie się samotnie po Manufakturze przez 5 godzin
Ale, potem, zasadniczo, odrobiłam sobie :>
Powtarzamy! xD
Pavel, nie bądź taki rozgoryczony… Marcus się czepia, Burak jeden, jak zawsze
W każdym badź razie, jako kobieta , za bardzo się przywiązałam i miałam ochotę upić się z rozpaczy, jak wracałam xD Bu
Mino, że mam nieźle “przekichane” w realu z powodu wyjazdu, nie żałuję że byłam
Pavle, ja nie krytykuję konkretnych osób, mówię tylko że zjazd był bardzo, bardzo słabo zorganizowany i tyle – stwierdzam fakt. Nie próbuję Cię za to winić, gdybym chciał to zrobić, możesz być pewien, że pytanie “do kogo ta krytyka skierowana?” nie przeszło by Ci przez myśl – raczej kombinowałbyś, gdzie się schować. Zgadzam się jednak absolutnie z generalną wymową Twojej wypowiedzi, co niestety świadczy fatalnie o osobach formalnie do opieki nad KD powołanymi. Choć wciąż – to, że “prawie żaden” i tak jest lepszy niż “zupełnie żaden”, nie zmienia faktu, że “prawie żaden” to nie jest poziom zorganizowania zjazdu z okazji X lecia Królestwa Dreamlandu, na który chciało by się liczyć.
Jeśli zaś chodzi o niedoświadczenie: każdy poprzedni “zjazd” miał, z tego co wiem m.in. z opowieści z tego zjazdu, charakter nieoficjalnego towarzyskiego spotkania paru Dreamlandczyków. Od takich “zjazdów” nie wymagam jakiegoś wysokiego poziomu zorganizowania. Dostrzegasz jednak subtelną różnicę pomiędzy zjazdem typu “Hej, jestem w Sopocie, kto ma ochotę wpaść?” albo “No, to przyprowadzcie po jednym znajomym i spotkajmy się w knajpce”, a oficjalnym zjazdem z okazji X lecia Królestwa Dreamlandu, o którym mówiło się już od roku? Moim zdaniem różnica powinna występować i zdanie podtrzymuję: można było to zorganizować dużo spektakularniej i ciekawiej. I nie są to puste słowa: jeśli ktoś będzie zainteresowany organizacją kolejnego większego zjazdu, może zgłosić się do mnie.
Podsumowując: ja również uważam zjazd za bardzo udany, bawiłem się dobrze i nie żałuję ani złotówki i ani chwili na zjazd przeznaczonej – MIMO fatalnej w każdym względzie organizacji. Uważam jednak, że jakaś rozsądna organizacja raczej by tego wrażenia nie zepsuła, może nawet przeciwnie. To trochę tak jak z Dodą – no ma fajny głos i aparycję, trudno na to narzekać. A pomyśl, jak byłoby fajnie, gdyby jeszcze miała mózg.
W sumie zgadzam się. Też żałuję, że nie był to zjazd z prawdziwego zdarzenia taki, jaki mi się marzył. Ale takiego czegoś bym nie zorganizował ani ja, ani Jubei. Wzięliśmy się za to, kiedy było już jasne, że na nic więcej niż zwykłe spotkanie na mieście nie ma co liczyć, bo nie ma już na nic więcej czasu. Więc nie chodzi o organizację, bo my błędów w organizacji nie popełniliśmy (no, poza zbyt późnym ogłoszeniem terminu na LDKD), tylko o fakt, że zamiast profesjonalnego zlotu mieliśmy spotkanie towarzyskie.