Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Wywiady’ Category

Takimi właśnie słowami odpowiedział mi hrabia Albon na prośbę o rozmowę dla Grafitu. Przez niektórych uważany faktycznie za maniakalnego szaleńca, węszącego wszędzie spiski i zakulisowe ustalenia. Dla innych zaś – jeden z niewielu, który potrafił przejrzeć na oczy, by zobaczyć, co tak naprawdę ma miejsce w Królestwie i nie boi się o tym głośno mówić. Koniec końców, mimo twardo postawionych warunków, udało nam się namówić hrabiego na rozmowę. I zapewniamy – na pewno nie będzie nudno!

Od jak długiego czasu działa hrabia w Królestwie Dreamlandu?

Dokładnie nie pamiętam. (śmiech) Wydaje mi się, że od października 2002 roku, ale głowy nie dam, może nawet od 2001 roku. W każdym razie dosyć długo. [po wywiadzie dowiedzieliśmy się, że hrabia przybył do KD w połowie października 2001 – przyp. red.]

Jak zaczęła się hrabiego przygoda z KD?

Najpierw zapisalem się do Leblandi, bo gdzieś znalazłem w mediach opis mikronacji. Tam życie płynęło dosyć wolno, więc poszukałem czegoś innego i trafiłem do naszego Królestwa. Pamietam, że znalazłem jakiś artykuł o UFO. Zainteresowało mnie to i napisałem fikcyjny list, że widziałem coś niezidentyfikowanego i tak dalej. Przy okazji tego listu dowiedziałem sie, że nie wszystko w KD działało (i działa) na bieżąco… Okazalo się, że artykuł był sprzed dwóch lat i gazeta dawno już nie istniała. (śmiech)

Pamięta hrabia, kto był pierwszym poznanym przez hrabiego Dreamlandyczkiem?

Niestety nie. Jednym z pierwszych był Bzerolek de Kakuć, wydaje mi się, ale było to tak dawno. Licząc dreamlandzkie lata mam ich sporo… Nie pamiętam dokładnie.

Jakie były początki politycznej kariery hrabiego?

Za początek – jakąś podbudowę – można uznać artykuły w Tygodniku Morlandzkim, którego RedNaczem był de Kakuć. Pisałem tam felietony związane z GPW Dreamlandu. Później zostałem wiceministrem finansów Morlandu, potem ministrem tychże, zaś nastepnie, jak niektórzy żartowali, stałym członkiem IP (najwięcej razy byłem posłem, jeśli dobrze liczę), nastepnie ministrem finansów KD, no i na końcu premierem.

Posłował hrabia przez sześć kadencji – za kazdym razem z ramienia Dreamlandzkiej Partii Monarchistycznej. Co przeamawiało za wyborem tego ugrupowania?

Czułem się zawsze monarchistą i choć ostatnio to odczucie trochę słabnie, nadal najbliżej mi do tych ideii. Później, kiedy byłem przewodniczacym DPM, nie wypadało startować z innego ugrupowania. (śmiech) Niestety DPM przestało istnieć – sam miałem ten niemiły obowiązek zakończenia (zawieszenia) działania partii. I w tym okresie także przestałem brać udział w wyborach. Może poza jednymi, kiedy to jako bezpartyjny kandydat nie przeszedłem rejestracji, bo akurat wtedy nawaliła poczta i przewodniczący komisji nie dostał maili pięcu ludzi mnie popierających. Sprawa śmieszna, żałosna i jeden z kamyków do mojej świętej krucjaty przeciwko kilku osobom nazywanym przeze mnie kolesiami. (śmiech)

Jest więc hrabia (lub przynajmniej był) zadeklarowanym monarchistą? Dlaczego? Co według hrabiego przemawia za tą właśnie teorią polityczną w warunkach wirtualnych?

Monarchia to, w warunkach wirtualnych i myślę, że realnych także, jedna z najlepszych ideii. Musi być spełniony jeden warunek, monarcha musi być bezstronny. Czy teraz takiego mamy…? Przemilczę ten temat. Kiedyś, kiedy działałem w DPM, monarcha był kimś, komu się ufało i wybaczało bez mrugnięcia okiem błędy, bo nie były powodowane złą wolą. DPM to także tradycja, tradycja szlachecka, tradycja szanowania innych, nie przekraczania granic dobrego smaku i tak dalej… Kiedyś tak bywało, teraz jest nieco inaczej…

Dlaczego DPM się rozpadło?

Powód był prozaiczny – brak czasu. Ale niestety i brak chęci. Członkowie byli utrzymywani w ugrupowaniu prawie na siłę, ja, jako przewodniczacy już nie miałem tej iskierki, którą posiadałem jako premier. Nie potrafiłem wyławiać młodych gniewnych do współpracy. Nałożyło się na to takie trochę zmęczenie Dreamlandem z mojej strony, a także, nie ukrywam, pewnien żal za traktowanie jako premiera przez senat.

Jakie traktowanie? Ma hrabia na myśli VI kadencję?

Nie pamiętam, która to była kadencja, ale chodziło o to, że premier nie miał dostępu na listę Senatu, a Senat ingerował na liście RKKD. Podobną sytuację mieliśmy niedawno na linii IP-Senat. Widać po tym, że nic się nie zmieniło, niestety, w tej kwestii. Ludzie „wybierani” przez Króla mają swoją tajną lożę, a reprezentanci narodu nie mają nic do powiedzenia, bo to grozi sześciomiesięczną banicją. Niestety Senat to takie święte nieroby, których się nie da ruszyć. A Senat popierany przez Króla to już półbogowie i dokładnie tak się zachowują, choć niewiele wnoszą poza zamieszaniem do naszego kraju.

Sugeruje hrabia, że zachowanie i nastawienie senatorów do IP pogarsza się przez lata? Co może być tego powodem?

Może się nie pogarsza, ale nie jest dobre. Chodzi o relacje tak pomiędzy IP i Senatem, jak i Senatem i RKD (wiadomo, że wywodzi się z większości zasiadającej w IP). Powody są dwa; jeden z winy Senatu, drugi – i mówię to z ciężkim sercem – z winy IP. Winą Senatu jest ich (i to zadziwiające, że ludzie normalni, stając się senatorami, tak się zmieniają) widzenie siebie jako opatrzności naszego kraju. Jako tych ojców, bez których maluczcy nie dali by sobie rady i z tego powodu traktują wszystkich z góry. Z premierem włącznie. Najgorsze jest to, że na przykład brak dostępu do ich listy nie jest spowodowany tajemnicą. Po prostu nie chcą, żeby społeczeństwo się dowiedziało, że nic nie robią, a jak już coś zrobią to na szkodę KD lub tylko dla samego zagmatwania prawa. Winą IP jest niestety hurraoptymizm i słomiany zapał. Po 2-3 tygodniach urzędowania na poselskich stołkach posłowie zaczynają się nudzić, nikt nie czyta ustaw, mało kto coś zgłasza pod obrady. Głosuje się tylko, gdy robi to kolega z partyjnej ławy (bo czasem zdarza się, że ktoś tę ustawę przeczyta jednak). (śmiech) Niestety pewne zazuty senatorów w stosunku do IP są uzasadnione. Różnica jest tylko taka, że IP przyjmuje to do wiadomości – nie raz pisałem o tym, jako poseł, że nie jest dobrze – ale Senatu krytykowac nie można, bo senatorzy są święci.

Jak to mozliwe, ze zadeklarowany monarchista jest takim zagorzałym zwolennikiem wybieranej demokratycznie IP, a przeciwnikiem zależnego od monarchy Senatu?

Tak, jak pisałem wcześniej – monarchia jest dobra, kiedy monarcha jest niezależny i obiektywny. Niestety ostatnimi czasy widzimy, że tego obiektywizmu brakuje. Są zaściankowe rozmowy między Królem i Senatem i pewna grupą ludzi rządząca KD wełlug własnego uznania. Ja szanuję obecnego monarchę i zapewniam, że w razie jakiegoś puczu pierwszy stanę ze swoim mieczem (mam go w piwnicy w Kakutach, czasem się przydaje w sąsiedzkich „rozmowach”…) w obronie Jego Wysokości. Ale mam też prawo – jako, że żyjemy w demokratycznym kraju (tym się KD szczyci) – na słowa krytyki czasem zachaczające o sąd szlachecki czy cywilny. Po prostu nie lubię, jak ktoś coś robi za plecami społeczeństwa. Oczywiście nie można w naszych wirtualnych warunkach dopuścić do pełnej demokratyzacji kraju, skończyłoby się to anarchią, ale jakieś zasady należy zachować. Nie można płakać, że mało ludzi wartościowych się pojawia w KD, a zarazem robić takie przekręty, jak robi się obecnie. Jakieś tajne traktaty bez wiedzy społeczeństwa (a właściwie wiedzą o tym tylko ludzie z kliki), jakieś ureligijnienia monarchy, jakieś horrendalne kary dla przeciwników… Niedługo obudzimy się w kraju totalitarnym, jak tak dalej pójdzie. Nawet monarcha musi przyjąć do wiadomości, że Dreamland to nie strony www, ale ludzie!

Ureligijnianie monarchy?

Chodzi o ten fragment: „1. Nadaje się JKM Edwardowi Arturowi, Królowi Dreamlandu, w ramach zasług dla wyznawców Wandy, tytuł Fidei Wandae Defensor, czyli Obrońcy Wiary Wandejskiej.” Było to załatwione za plecami społeczeństwa, wszyscy zostali postawieni przed faktem dokonanym. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy się temu sprzeciwili. Nic to nie zmieniło, ale pokazało, że nie tak łatwo zawładnąć Królestwem garstce ludzi.

Fragment czego?

To fragment… nie wiem, jak to nazwać… dekretu może. Było to porozumienie między Wandystanem, a MSZ (gen. Alchien). Nie piszę między Wandystanem, a KD, bo była to ewidentna prywata. Król stracił wtedy dużo w moich oczach, biorąc udział w tej prywacie kilku kolesi. Nic nie mam przeciwko Wandystanowi i ich idei Kościoła Wandy. Ja tylko nie zgadzam się na ureligijnianie naszego władcy, bo KD to państwo świeckie i tym się szczycimy.

Czesto w wypowiedziach hrabiego pojawiają się określenia „klika”, „grupa kolesi”, „garstka ludzi chcąca zawładnąć KD”. Często w połączeniu ze słowem „Senat”, a co za tym idzie „Król”. Kim są ci tajemniczy kolesie? Kiedy zaczęli działać, lub też kiedy hrabia zdał sobie sprawę z istnienia takiej „kliki”?

Jak wspomniałem na wstępie do naszego wywiadu [omówienie technikaliow – przyp. red.] nie będę wymieniał nazwisk. Powiem tylko, że jest to grupa około 5-10 osób bardzo dobrze poinformowanych. Nie są to koniecznie osoby na eksponowanych stanowiskach. Rządzą KD w sposób im wygodny, bawią się naszym krajem, nie informują społeczeństwa o swoich krokach, załatwiają sprawy związane z żywotnymi interesami KD w sposób masoński, zamknięty, tajny… Dowiedziałem się o tej grupie pośrednio poprzez pracę w służbach specjalnych KD. O szczegółach nie mogę powiedzieć nic więcej, składałem przyrzeczenie i nadal jestem oficerem armii KD, choć już w SSKD nie działam od dłuższego czasu. Dziwnym jest, że czasem członkowie tej grupy kłócą się ze sobą na listach dyskusyjnych KD. Jest to jednak tylko gra na zmyłkę społeczeństwa. Coraz mniej ludzi wierzy w ich słowa, a coraz więcej – co mnie niezmiernie cieszy – zmienia zdanie o mnie z „starego nawiedzeńca” na „może w tym jest nutka prawdy”. (śmiech)

Od jak długiego czasu działają?

Trudno powiedzieć… Grupa ta działa od 2-3 lat na pewno, ale przed nimi byli zapewne inni (jednostki odchodzą, innych się „werbuje”). Zupełnie szczerze powiem, że jeśli chodzi o zabawową część naszego życia w wirtualnym Dreamlandzie to chwała bogom, że oni są. (śmiech) Było by nudno, nieciekawie i bezbarwnie.

Ale tak naprawdę przeważająca większość społeczeństwa nie ma pojęcia, jak sam hrabia przyznaje, o ich istnieniu. W jaki więc sposób zapewniają dobrą zabawę komukolwiek więcej prócz siebie?

W mojej opinii przeważająca część społeczeństwa to martwe dusze (albo ledwo zipiące)… A klika zapewnia zabawę tej nielicznej grupie, która Dreamlandem żyje. Wielu wie o ich istnieniu, między innymi z mojego powodu (śmiech), choć nie wszyscy w to wierzą. Ale zdarzają się nawrócenia. Jest to już taki nasz nieodłączny folklor polityczny. Źle się dzieje, jeśli staje się to folklorem społecznym, związanym ze sprawiedliwością czy zmianami naszej demokratycznej tożsamości. Każdy demokratyczny kraj wirtualny czy realowy ma swoje służby specjalne, tajne narady i tym podobne. Ale nie wolno – jeśli zabawa ma dotyczyć ogółu, a nie garstki ludzi – przeginać z tą tajnością i zamknięciem dla społeczeństwa, bo zabawa straci sens i KD zostanie z 10 obywatelami.

Grupa ta więc, według hrabiego, z tajnością „nie przegina”? Poza tym pozwolę sobie zauważyć, że tak naprawdę ci, którzy wierzą hrabiemu na słowo i tak nie są w stanie posiąść żadnych konkretnych informacji na „ich” temat – chociażby nazwisk. Ciężko więc powiedzieć, że „wielu o nich wie”.

Grupa ta, według mnie, właśnie zaczyna czasami „przeginać”. To mnie boli i denerwuje. Osoby bywające na LDKD wiedzą mniej wiecej, kto należy do „Grupy Kolesi”. Ja nie będę rzucał nazwiskami, bo to tajna grupa. (śmiech) Chciałbym tylko, aby społeczeństwo (a szczególnie nowi obywatele) było bardziej widzące, miało otwarte oczy na to, co się dzieje dookoła i oceniało ludzi z kliki odpowiednio. To byłby taki wentyl bezpieczeństwa… Klika przegina – z wentyla wypuszczane jest im powietrze poprzez krytykę na LDKD. Powiem szczerze, że coraz lepiej jest z tym działaniem społeczeństwa. Mówię tutaj na przykład o wypowiedziach krytycznych wobec działań kliki ze strony 10-15 ludzi, zamiast jednego starego mieszacza, jak było dotychczas.

Wspomniał hrabia o pozorowanych publicznych kłótniach „kolesi”. Czy sugeruje hrabia, że członkowie tej tajnej grupy prezentują różne opcje i poglądy polityczne?

Owszem, ale w ważnych sprawach dogadują się tajnie. Część to prawdziwe kłótnie (żadna organizacja nie jest do końca hermetyczna), a część to pewnie kłótnie mające na celu pokazanie, że nie są w jednej tajnej grupie. Wiem, że brzmi to jak teoria spiskowa, ale tak jest naprawdę i moim zdaniem tak jest ciekawiej i barwniej (tzn. kiedy można pospiskować, a ktoś inny może to odkryć). Nic nam tutaj za to nie grozi. Tak naprawdę i ja traktuję to trochę jako rozrywkę. Co nie znaczy, że czasem nie zagotuję sie całkiem realowo. (śmiech)

Muszę przyznać, że w teorii faktycznie urozmaica to i urealnia w znaczny sposób zabawę. Jednak czy z politycznego i społecznego punktu widzenia takie tajne rządzenie państwem przez pewną niemożliwą do ujawienia grupę nie jest dla KD destrukcyjne?


(po dłuższej chwili zastanowienia)
I tak, i nie. Wszystko zależy od skali. Na, jakby to powiedzieć, „nieprzeginająca skalę” jest to budujacę dla Dreamlandu – coś się dzieje, są grupy ścierające się politycznie i tak dalej. Ale wszystko zależy od natężenia oraz od mądrości osób będących w tej grupie. Jeśli działania sa głupie (jakieś podkładanie się Wandystanowi na przykład, czy tracenie energii na jakieś amerykańskie, nic nie znaczące i żyjace przeszłością mikronacje) to jest to destrukcyjne.

A jaki jest tak naprawdę cel tych osób? Do czego dążą?

Wirtualny cel jest taki, aby mimo zmian rządzących partii mieć władzę zawsze w swoich rękach. Inaczej mówiąc, żeby tajna władza była zawsze ponadpartyjna, choć nie zawsze się im to udaje. Realowy cel to chyba dobra zabawa. (śmiech)

Władza w ich rękach – to zrozumiałe. Ale do czego dążą politycznie? Czy jest jakiś powód – tajne plany, cele, niekorzystne dla KD i jego obywateli – dla którego możemy się „kliki” bać?

Tego nie wiem, nie jestem ich członkiem. (śmiech) Myślę, że mimo mojego do nich krytycznego podejścia, są tam ludzie, którzy dbają o interes Dreamlandu jako państwa. Dobrze by było, żeby jeszcze zadbali o interesy obywateli. Bać kliki chyba się nie musimy, choć ostatni wyrok sześciu miesięcy banicji to już krok w stronę wymuszenia takiego strachu. Jeśli ich działania będą zbyt radykalne to Dreamland opustoszeje i będą musieli odpuścić (to ten zarysowujący się wentyl bezpieczeństwa). Reasumujac więc nie sa groźni na tyle, żeby było się trzebba ich bać.

Sugeruje hrabia, że grupa ta wywiera także znaczne naciski na sąd?

Oczywiście. Sąd już nie jest tak niezależny, jak za poprzedniego Króla. Co ciekawe, jak wiemy, jest on teraz odpowiedzialny za sądy… Szkoda, że tak się dzieje…

Szkoda, ale z czego wynika taka sytuacja? W świecie wirtualnym nie egzystuje raczej instytucja łapowki. Dlaczego więc niektórzy, mimo to, sa ulegli na naciski kliki (choćby, jak hrabia sugeruje, król senior)?

Mam nadzieję, że Król Senior wcale nie jest na te naciski uległy. To się okaże przy odwołaniach od wyroku. Dreamland to monarchia, można powiedzieć, czasem absolutna. „Klika” jest popierana przez moarchę i wtedy może o wiele więcej. Wcześniej niekoniecznie jej działania były popierane przez króla (teraz już seniora). Co także wiązało się z tym, że nie o wszystkim wiedział. (śmiech) W poprzedniej klice działał z powodzeniam obecny władca, więc trudno przed nim coś klice ukrywać. Ale też trudno mu się wytłumaczyć z swojego nieobiektywizmu niewiedzą. Klika eliminuje swoich przeciwników, lub tych, którzy za głośno mowią o ich istnieniu, poprzez ośmieszenie (vide moja skromna osoba), czy też straszak w stylu banicji. I jeszcze jedno; w świecie wirtualnym nie ma łapówek finansowych (na razie, bo dream jest niepotrzebny do egzystencji), ale są łapówki stanowiskowe, lub łapówki pozwalające uszczknąć trochę z ich tajemnic.

Dlaczego, mimo tak rozległej wiedzy na temat tej grupy, nie decyduje się hrabia na jakieś działania przeciw nim?

Pan redaktor żartuje. (śmiech) Proszę przeczytać LDKD w okresie ostatnich kilku lat. Ja jestem uważany za jednego z największych schizofreników, widzących wszędzie spiski w naszym Królestwie. (śmiech) Działam, jak mogę. Piszę o tym na liście, rozmawiam o tym z ludźmi. Innych możliwosci nie mam. Cieszy mnieto, że mimo tych prześmiewczych tekstów o mnie ze strony kliki, mam coraz więcej myślących i widzących słuchaczy.

Na ujawnienie nazwisk – co byłoby naprawdę poważnym, aktywnym działaniem wymierzonym w klikę – jedanak się hrabia nie decyduje.

Nic nie udowodnię, niczego to nie zmieni, a ja będę miał dziesięć spraw sądowych. A nie lubię czytać tego prawniczego bełkotu i nań odpowiadać. Tak, jak 95% społeczeństwa nic z tego nie rozumiem. Poza tym cała zabawa polega na gonieniu króliczka, nie na złapaniu go. (śmiech)

Pewne nazwiska, jak hrabia wspomniał, zdobył hrabia działając w SSKD. Czy jest w stanie hrabia powiedzieć coś więcej na ten temat? I czy konkretna wiedza wyniesiona z SSKD nie byłaby wystarczającym dowodem?

Nie do końca zdobylem tam. SSKD to pewna przybudówka kliki, można nawet powiedzieć, że wyżsi oficerowie SSKD są tożsami z kliką. (śmiech) Dowodów nie ma, są tylko moje słowa przeciwko słowom dziesięciu wpływowych obywateli Królestwa. Mogę sobie pisać na LDKD o klice, ale w świetle prawa są to tylko moje domysły. Struktura SSKD zbudowana jest na takiej zasadzie, że tylko jedna, może dwie osoby wiedzą wszystko. Reszta wie tylko tyle, na ile pozwala im szef SSKD (co zresztą jest zrozumiałe i dobre dla służb specjalnych). (chwila ciszy) Rozstrzelają mnie za to, albo pozbawią stopnia. (śmiech) Już nic więcej o SSKD nie powiem.

Mowi hrabia, iż nie ma ochoty być oskarżanym i pozywanym za pomówienia. Teoretycznie wiele z odpowiedzi hrabiego na moje pytania też można pod to podciągnąć. Nie obawia się hrabia?

Teoretycznie można, ale klika nie będzie chciała się bawić w sądy za taki wywiad. Nie ma tutaj konkretów, których mogliby się uczepić w sądzie. Staram się uważać, żeby za dużo nie powiedzieć. Poza tym, bez urazy, ale nigdy nie mam pewności czy mocodawcą danego redaktora nie jest ktoś z kliki. (śmiech) Po co rozgłos na LDKD, związany ze sprawą sądowa, jeśli można łatwiej mnie wyeliminować przedstawiając społeczeństwu, jako niegroźnego, zakręconego łowcę spisków.

Na koniec luźniejsze pytanie z innej beczki – mógłby hrabia powiedzieć parę słów o imprezach kartonowych?

Oooo, to dawne, nawet bardzo dawne czasy. Skąd Pan o tym wie? (śmiech)

Jako redaktor też muszę mieć swoje tajne źródła. (śmiech) Poza tym, skoro to takie dawne czasy, to tym chętniej młodsi czytelnicy coś by na ten temat przeczytali.

W porządku. Imprezy te organizowałem dla znajomych pod mostem w Cintrze. Wtedy, już jako minister, nie miałem swojego domu, działki i tak dalej, i mieszkałem w kartonach pod mostem. Kartony się przydawały, bo mimo duuużej ilości promili we krwi, ranki w Cintrze bywały dosyć chłodne, a wiadomo, że papier dobrze izoluje. (śmiech) Z tego okresu znam wszystkich – prawie – członków kliki (nie ucieknę od tego tematu), byłych i obecnych władców, namiestników i tak dalej. Dlatego też moje „wojny” z kliką są jedynie do pewnych granic. Ich przyjaźn jest dla mnie ważniejsza, niż spiski.

Myśli hrabia, że w drugą stronę także to działa?

Na to już nic nie poradzę, jak to działa z ich strony. (śmiech)

Planuje hrabia jakąś reaktywację imprez kartonowych?

Uczestnicy się porozjeżdżali po pałacach i różnych ważnych urzędach… Nie wiem, czy ich delikatne żołądki i skóry wytrzymałyby imprezy w dawnym stylu. (śmiech) Ale może kiedyś… Kto wie…

I na zakończenie, ostatnie pytanie – co hrabia robi obecnie?

Obecnie, według kilku znanych obywateli, nic nie robię. Poza tym nic nierobieniem jestem przewodniczącym Kongresu Morlandu, Ambasadorem Dobrej Woli Erboki w KD, redaktorem naczelnym Kuriera Morlandzkiego, uczestniczę w Piłkarskiej Lidze Przyjaźni (WKS Kakuty) i podpisuję paszporty w Księstwie Morlandu.

Dużo zajęć… Dziękuję serdecznie hrabiemu za wywiad i życzę powodzenia w dalszym życiu wirtualnym.

Dziękuję bardzo.

Read Full Post »

Świat wirtualny ma to do siebie, że nie jest możliwe przeniesienie doń wszystkich elementów z tak zwanego reala. Chcąc nie chcąc, wylogowując się z rzeczywistości, zdajemy sobie sprawę z faktu, że mimo, iż v-świat posiada mnóstwo zalet, to niestety, w niektórych kwestiach nie jest po prostu w stanie dorównać realowi. Wszyscy, którzy w wirtualu żyją, mają tę świadomość pewnej jego ułomności, co nie przeszkadza im w spełnianiu się na zupełnie innych, naprawdę licznych, płaszczyznach.

Czasem jednak pojawia się ktoś, ideowiec, kto próbuje pewną rzeczywistą, nie poruszaną dotychczas kwestię do v-świata przemycić. Jedną z takich osób jest Pani Silverda Greenol, od niecałego tygodnia mieszkanka Księstwa Sarmacji. A jej ideą – ekologia. Inni obywatele Księstwa przyznają – pojawiła się znikąd, aktywna, energiczna, od razu zakładając Green Energy – pierwszą wirtualną organizację zajmującą się ochroną środowiska i ruszyła z pierwszą akcją. Jakie plany ma Pani Greenol? Czego dotyczy akcja? Kto i dlaczego zabił Kennedy’ego*? Tego, Szanowni Czytelnicy, i wiele wiele więcej możecie dowiedzieć się z poniższego wywiadu. Dziś bowiem, jako pierwsza agencja prasowa w v-świecie, gościmy Panią Greenol w redakcji.

Magazyn Grafit: Skąd wziął się pomysł wprowadzenia do życia wirtualnego pojęć ochrony środowiska, ekologii – rzeczy, w które do tej pory bawić się mogliśmy jedynie grając w tzw. real?
Silverda Greenol: Pomysł mój wziął się stąd, że bardzo intresuję się ekologią w życiu realnym i bardzo chcę dojść do wielu ludzi. Pomyślalam, że jeśli zrobię podobną do realnej akcję wirtualnie, poprzez zabawę, to może ktoś też realnie wymieni żarówke. Choć jedna osoba. Drugą sprawą jest, że też chcę ludzi uświadamiać, jak mówiłam, w formie zabawy. Poza tym jeśli to jest wirtualne życie, to też powinno byc miejsce na ekologię, jeśli v-świat ma być lustrem prawdziwego świata.
MG: Czy jednak nie przeszkadza Pani brak mechanizmów w świecie wirtualnym pozwalających na praktyczne wykorzystanie ekologii i zjawiska ochrony środowiska?
SG: Tak, to są pewne ograniczenia, ale na razie można robić to symbolicznie – zdjęcie, ciekawa relacja i w nagrodę będzie można banner wkleić na stronę urzedów. W tej chwili rozmawiam z Księciem Marcinem I z Trizondalu i prawie na pewno będą tam wymienione żarówki. Poza tym z tego, co się dowiadywałam, Sarmacja planuje już wprowadzenie energii odnawialnej.
MG: Wymiana żarówek przeprowadzana jest, jeśli dobrze sie orientuję, w ramach pierwszej akcji Green Energy „Zmień żarówkę na świetlówkę”. Mogłaby Pani powiedzieć nam coć więcej na temat ogólnych założeń tej akcji?
SG: Green Energy to pierwsza organizacja ekologiczna w Sarmacji. Akcja nazywa sie „Wkręc świetlówkę”. Główne założenia tej akcji to jest właśnie wymiana żarówek w urzędach, miejscach publicznych, na świetlówki. Świetlówka zużywa pięć razy mniej prądu niż żarówka. Porówanie; zwykła żarówka pobiera 60 wat, a taka sama energooszczędna 12 wat. Duża jest różnica i dzięki właśnie wymianie żarówek na świetlówki możemy ograniczyć wytwarzanie dwutlenku węgla. Sama też akcja ma też pokazać politykom, że warto wymienić żarówki, bo to jest skansen tak naprawdę.
MG: Może parę słów o samej organizacji? Jaki zakres obejmować będą działania Green Energy? Jakie kwestie będą przez tę organizację poruszane?
SG: Na pewno priorytetem na razie jest akcja wymiany żarówek. Ma to być głośna medialna akcja, żeby GE zaistniało. Co już się udało, bo jest szum. Druga kampania, na razie w fazie projektu, będzie naciskała na rządy mikronacji, żeby miały choć 10% wytwarzanej energii odnawialnej względem elektrowni tradycyjnych. Poza tym w niedalekiej przyszłości chcemy zaistnieć własnie w Dreamlandzie, Scholandii.
MG: O, to właśnie miało być moje następne pytanie. Jak rozumiem, GE ma plan działać na polu międzynarodowym, nie ograniczajęc sie do Sarmacji? W jaki sposób chcę Pani to osiągnąć?
SG: Na razie priorytetem jest Sarmacja, musimy tutaj pokazać, że umiemy stawiać na swoim. Na razie niektórzy ludzie są sceptycznie nastawieni, ale to głównie przez realną organizację Greenpeace. My chcemy się oddzielić od nich. Jestesmy w pełni niezależną wirtualną organizacją. Do tej chwili organizacja ma dwa dni. Dużo osób chętnych pojawiło się do pomocy w Sarmacji. Jeśli usłyszymy głosy z innych mikronacji to na pewno przemyślimy, jak uderzyć, najlepiej głośną akcją. Ale póki co skupiamy się na Sarmacji, to jest nasz priorytet.
MG: Czy i w jaki sposób planuje Pani pozyskać nowych członków? Uważa Pani, że generalnie rzecz biorąc taka inicjatywa ma szanse powodzenia?
SG: Osobiście jestem sceptyczna, wiadomo, że praca w GE to jest wolontariat. Nie popieramy żadnych firm, żadnej partii politycznej. Poza tym myślę, że najlepsza reklama to właśnie akcje. Udało mi się od wczoraj wkręcić dwie osoby. Poza tym najważniejszy jest rozgłos i to już się udało, ludzie o tym mówią, piszą. Kłócą się, ale piszą. To jest wspaniałe.
MG: Czy planuje Pani rozpoczęcie działalności politycznej, aby uzyskać bezpośredni wpływ na sarmackie prawo i móc na tej drodze wprowadzić pewne zmiany w zagadnieniu ochrony środowiska?
SG: Na pewno nie. Główną moją bronią będą petycje, które będę tworzyła i mam nadzieję, że Sarmaci będą je podpisywali i wtedy będą słane do Sejmu. Jeśli ja będę politykiem, to będę mogła być oskarżona, że robię to dla władzy. Wiadomo, tam są różne gierki, więc na pewno nie planuję być politykiem.
MG: Dziekuję Pani serdecznie za wywiad. Jeśli chciałaby Pani coś jeszcze przekazać czytelnikom Grafitu, zapraszamy.
SG: Zapraszam wszystkich czytelników na stronę http://wkrecswietlowke.pl/. Tam można się dowiedzieć wszystkiego na temat żarówek, jak ograniczyć dwutlenek węgla.
MG: Jeszcze raz gorąco dziękuję i powodzenia w dalszych działaniach.

Dziś dowiedzieliśmy się jeszcze, iż Pani Greenol oraz jej Green Energy zaproszona została na v-światowy Festiwal Kultury. Także kolejne urzędy i prowincje sarmackie dołączają do grupy aktywnie wspierającej „Wkręć świetlówkę”. Gratulujemy!

Kontakt z Silverdą Greenol dla zaintersowanych zagadnieniem wirtualnej ekologii:
mail: agatkazielinska@o2.pl
gg: 11885960

*redakcja MG nie bierze odpowiedzialności za dokładne przedstawienie tego zagadnienia

Read Full Post »

Tym artykułem inauguruję, serię reportaży o polskich mikronacjach. Na pierwszy ogień idzie Okoczia.

Czym jest Okoczia? To mikronacja wzorująca się (z przymrużeniem oka 😉 ) na kulturze indian północnoamerykańskich, zamieszkiwana przez indian Szoszoinów. Okoczia została założona w kwietniu tego roku przez Kazaga Slobodanovica – Swawolnego Byka, w miejsce Arakhopolis.

Życie mieszkanców Okoczii toczy sie na forum (www.okoczia.yoyo.pl/forum) na którym zarejestrowało się jak narazie 11 osób i napisano 297 postów. Trwają pracę nad system gospodarczym Leothaurus. Tworzony jest system militarny, i drużyna piłkarska. Jednym słowem, Okoczia rozwija się dosyć szybko i sprawnie.

Chciałem lepiej poznać Okoczię więc postanowiłem udać się na tą zamieszkaną przez Szoszoinów wyspę , wypłynąłem małą łódką w długą i niebezpieczną podróż. Gdy po wielu dniach dopływałem do brzegów wyspy zauważyli mnie Okocziańscy zwiadowcy. Bałem się, że mogą mnie uznać za wroga i zatopić łódź! Na szczęście tubylcy byli bardzo przyjaźnie nastawieni. Nadali mi przydomek Pędzący Kojot, nakarmili mnie i pozwolili zwiedzić wyspę, za co odwdzięczyłem im się licznymi podarkami. Postanowiłem porozmawiać z wodzem, lecz dotarcie do jego tipi nie było łatwe! Wódz jest strzeżony przez swoją Swawolną Drużynę Przyboczną ! Jednak udało mi się ta sztuka i zostałem pierwszym Dreamlandczykiem który zobaczył Swawolnego Byka ! Owinięty był w bizonie skóry, a jego głowę zdobił okazały pióropusz, zapytałem czy mogę przeprowadzić z nim wywiad, ku mojej wielkiej radosci zgodził się!

Howgh, Swawolny Byku!

Howgh Pędzący Kojocie!
Dlaczego zdecydowałeś się wodzu, na założenie Okoczii?
To nie ja, ale wszechmocny los zdecydował o założeniu Okoczii. Szczęśliwym zbiegem okoliczności jakiś czas temu na pokład mojego sterowca zabrało się kilku odurzonych natańskim winem Szoszoinów. Dla nich właśnie, jeszcze jako Namiestnik Arakhopolis, założyłem osadę Okoczia.
O kataklizmie, jaki zesłały na nas duchy przodków, mówić chyba nie muszę – dość, że z Archipelagu ostała się tylko Teronia z indiańską osadą.

Swawolny Byku, jak oceniasz aktywność mieszkańców Okoczii?

Oceniam ją dobrze. Co prawda niektórzy wolą uganiać się za bizonami, tudzież za Szoszoinkami, niż wypowiedzieć się na forum. Sądzę jednak, że z czasem aktywność ta będzie rosnąć. Już dziś mogę zaobserwować większy ruch w podziemnych tunelach. Szoszoini chetniej zaglądają do materiałów zgromadzonych w bibliotece. Częściej także przybywają do mojego tipi z pytaniami i propozycjami. To bardzo mnie cieszy, choć zapasy natańskiego wina kurcza się przez te wizyty…

Opowiedz, o Systemie Gospodarczym Leothaurus.

System ten ma być z założenia niezwykle prostym systemem wymiany towarowej. W miarę dokładny projket można przeczytać w bibliotece Okoczii (http://www.okoczia.yoyo.pl/?page=biblioteka). Oczywiście uczestniczyć w nim będzie mógł każdy mieszkaniec mikroświata. Mam nadzieję, że czas pozwoli na jego realizację. Choć przedsięwzięcie z technicznegu punktu widzenia wydaje się być nieskomplikowane, to jednak dla początkującego „technika” stanowi wyzwanie.

Jak widzisz przyszłość Okoczii, czy planujesz przyłączenie się do jakiegoś innego państwa?

O przyszłości Okoczii póki co stanowić będą sami Szoszoini. Nie planuję już przyłączania Okoczii do żadnego państwa. Prawdą jest, że kusiły mnie natańskie uliczki, winnice i sami natańczycy, ale za namową Szoszoinów okiełznałem swój pociąg do Natanii.
Chciałbym, aby Okoczia stała się w przyszłości państwem wyróżniającym się spośród masy królestw polskiego mikroświata. Czynnikiem wyróżniającym powinna być atmosfera panująca w Okoczii, niepowtarzalny klimat i urocze Szoszoinki.

Czy Okoczia będzie nawiązywała stosunki dyplomatyczne z innymi mikronacjami?

Ależ oczywiście! Nie straszne nam są blade twarze i zamorskie wojaże. Choć książęca purpura razi szoszoińskie oko, to śmiało spoglądamy na resztę mikroświata i chcemy być traktowani jak równy partner w sosunkach międzynarodowych.
Nie mogę dziś zdradzić, dokąd wypłynęły już nasze czółna i kto rozszyfrowuje sygnały dymne, ale wkrótce już Okoczia zagości na mikronacyjnych salonach.

Dziękuje bardzo, Swawolny Byku!


Dziękuje również, niech Cię strzały omijają Pędzący Kojocie!

Po wyjściu z tipi wodza, obejrzałem dalszą cześć wyspy, po czym wsiadłem na łódź i popłynąłem w stronę Dreamlandu, z myślą, że jeszcze zjawię się w Okoczii!

Read Full Post »

W dniu 22 czerwca roku bieżącego na oficjalnym forum Organizacji Polskich Mikronacji pojawiło się zaskakujące oświadczenie wygłoszone przez Ministra Spraw Zagranicznych Królestwa Scholanii, Pana Marcina Pośpiecha. Ogłosił on mianowicie, iż Scholandia, wraz z Sojusznikami – Królestwem Dreamlandu oraz Królestwem Natanii – oficjalnie uznaje kształt wirtualnego świata prezentowany przez mapę Jego Królewskiej Mości Pavla Zeppa I, Króla Surmenii. Mapę, dodajmy, budzącą ogromną ilość kontrowersji. Nieobecność takich krajów, jak Wolna Republika Morvan oraz Wysokogórska Republika Elfidy – państw siostrzanych Mandragoratu Wandystanu. Brak Triumwiratu Erboki, stosunkowo nowej, acz prężnie rozwijającej się mikronacji. Z drugiej zaś strony obecność Baridasu jako części Sarmacji, co jest sytuacją, której wiele państw zupełnie nie akceptuje.

Od wielu miesięcy na forum OPM toczą się gorące dyskusje dotyczące samej idei mapy świata wirtualnego. Roszczenia odnoszące się do wielkości poszczególnych państw, ich wzajemnego rozmieszczenia, obecności, bądź jej braku pewnych mikronacji, kształtu terenu, terytoriów spornych – między innymi wszystkie te zaciekłe dysputy wokół mapy sprawiały, że wiele krajów obawiało się dokonać jej oficjalnego uznania. W tym także tak zwana „Wielka Trójka” – Dreamland, Sarmacja, Scholandia. Jeszcze w sierpniu ubiegłego roku ówczesny dreamlandzki MSZ – diuk d’Archien-Liberi – przedstawił długą listę wątpliwości dotyczących mapy i zadeklarował, iż w takiej formie i na takich zasadach ideowych oraz administracyjnych mapa ta nie zostanie przez Dreamland zaakceptowana. Nie dziwi więc niesamowite zaskoczenie towarzyszące oświadczeniu Pana Pośpiecha.

Następnego dnia napięcie chyba nieco opadło, okazało się bowiem, iż w ogłoszenie wkradł się błąd. Królestwo Dreamlandu NIE zaakceptowało mapy. Wyraziło jedynie zgodę na jej akceptację przez swojego sojusznika – Królestwo Scholandii.

Wątpliwości i pytania ponownie rozbudza jednak poniższe stwierdzenie Pana Ministra Pośpiecha:

„Gwoli ścisłości, Dreamland nie powiedział, że nie uzna tej mapy. Po prostu władze nie podjęły jeszcze decyzji w tej sprawie. Mam jednak nadzieję, że zrobią to w najbliższym czasie, jak mnie zresztą MSZ van Buuren zapewniał.”

Czyżby totalny zwrot nastawienia do tejże kwestii? Szczególnie, iż sama mapa żadnej zmianie przez parę ostatnich miesięcy nie uległa. O komentarz porosiliśmy Ministra Spraw Zagranicznych KD – Pana Roberta van Buurena:

„Żeby podjąć jakąkolwiek decyzję w sprawie mapy muszę porozmawiać z Królem. W chwili obecnej mamy regencję, zatem trzeba poczekać do powrotu Króla. W prywatnej rozmowie zapewniłem MSZ Scholandii, Marcina Pośpiecha, że jak tylko wróci Król to z nim o tym atem proszę o wstrzymanie sie z komentarzami i chwilę cierpliwości.”

Na pytanie o to, jakie nastawienie prezentował będzie Pan Minister w rozmowie z Jego Królewską Mością i czy wątpliwości, jakie Dreamland miał jeszcze parę miesięcy temu, zniknęły, otrzymaliśmy odpowiedź:

„Wiem, że jakieś sugestie zostały przesłane do Zepp`a z proponowanymi poprawkami przez Królestwo. Nie znam tych sugestii, więc żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę się w to wczytać.”

Dziwnym wydaje się, że Minister Spraw Zagranicznych nie potrafii określić zdania Królestwa w kwestii ewidentnie mu podlegającej… Może po rozmowie Ministra van Buurena z Królem uda nam się uzyskać bardziej rzeczowe informacje.

O zdanie postanowiliśmy także spytać oficjalnego reprezentanta Królestwa Dreamlandu przy ONZ OPM – Króla Seniora Pavla Svobodę:

„Mapa Zeppa to nie OPM. OPM pracuje nad własną mapą. O uznaniu mapy dowiedziałem się wczoraj z LD Scholandii. Dreamlandzkie MSZ nie było zbyt wymowne na ten temat. Może właśnie dlatego, że do niczego nie doszło… Jest kilka problemów z tą mapą. Przede wszystkim kwestia kontroli. Jeśli uznamy ją formalnie, zdajemy się na pana Zeppa zupełnie. Niechby, nie daj Boże, coś mu się przydarzyło – choćby przerwa w dostawie Internetu, i nie ma komu aktualizować mapy. […] to jest trochę taki kocioł, gdzie wrzuca się wszystko, co się da. Paweł Zepp chce chyba zadowolić każdego i w efekcie zadowolonych jest niewielu.”

Spytaliśmy, czy mapa w takim kształcie mogłaby zostać przez Dreamland uznana. Jego Królewska Wysokość odparł krótko:

„Z tego co wiem, nie.”

Cała sprawa wygląda na wielkie nieporozumienie na linii MSZ Scholandii – MSZ Dreamlandu – Delagacja KD przy OPM. Królestwo Scholandii naciska, aby Dreamland jak najszybciej uznał mapę, akceptując ją samemu stali się bowiem celem ataków przedstawicieli wielu państw, którym taka wizja świata nieodpowiada. Na pewno woleli by więc mieć nas po tej samej stronie barykady. My zaś – jak się wydaje – siedzimy na barykadzie okrakiem, nie mogąc dośc do porozumienia nawet na szczeblu wewnętrznym. JKW Svoboda nie widzi możliwości zaakceptowania mapy w takim stanie, MSZ wie, że Dreamland przesłał Panu Zeppowi „jakieś sugestie”, ale nie może powiedzieć nic więcej dopóki nie ma Króla. MSZ Scholandii informuje zaś, że KD obiecało uznać mapę „w najbliższym czasie”…

Jak już pisałem – wygląda to na wielkie nieporozumienie, które ciężko ocenić, dopóki jakiekolwiek konkretne głosy i decyzje się z niego nie wyklarują. Miejmy nadzieję, że stanie się to jak najszybciej.

Read Full Post »