Feeds:
Wpisy
Komentarze

Co tam w Okoczii?

A w Okoczii rozwój, oj rozwój : ) Nasi czerwonoskórzy przyjaciele radzą sobie bardzo dobrze.

Przyjęto arcyskomplikowany kalendarz Okoczii, którego pomysłodawcą był Żelazny Żuk (znany jako m.in. Wędrujący Templariusz), odbyły się wybory wodza Okoczii w których zwyciężył Swawolny Byk (założyciel i jak narazie jedyny wódz Okoczii). Wiec Szoszoinów uchwalił także kilka ważnych aktów prawnych i zdecydował o utworzeniu Sowiarni czyli indiańskiego uniwersytetu. Sowiarnią będzie zarządzać Sowa Naczelna. Na to stanowisko wybrano Pędzącego Kojota (znanego w KD jako Arturion van den Sune ; ) ). Kojoty są w końcu bardzo mądre…

W Okoczii już od dawna funkcjonuje Saloon gdzie barman z WinkTown serwuje Uranowe Wino i Okocziańskie piwo „Bizon” („Dobrze posiedzieć przy Bizonie”). Jeżeli chodzi o Wino Uranowe to przestrzegam przed piciem tego trunku… W najlepszym przypadku będziecie świecić jak żarówka lub wymiotować krwią (wiem bo kiedyś wypiłem).

Nie można zapomnieć o reprezentacji Okoczii w piłce nożnej! Tak, jakimś cudem Żelazny Żuk nauczył szoszoinów zasad piłki nożnej! Chociaż lepiej nie pytać ich np. o pojęcie spalonego… Niedawny mecz Okoczii w pucharze interkontynentalnym rozgrywał się na Stadionie Dzikiego Gąsiora (jedyny stadion na którym widzowie zawisają na okolicznych drzewach). Usadowiłem się wraz ze Swawolnym Bykiem na wygodnej gałęzi i popijając Bizona oglądaliśmy mecz próbując strzelać z łuku do przeciwników jednak nasza percepcja była lekko zaburzona z wiadomego powodu…

A i oczywiście media zawędrowały do szoszoinów! Ruszył kanał telewizyjny NeoNews Okoczia, a Swawolny Byk nagrał pilotażową audycję radiową. Oczywiście cały czas działa „Pędząca Wieść” jedyna gazeta na terenie Okoczii.

W ostatnim czasie blada twarz Fryderyk Wilhelm I złożył publicznie wniosek o przyznanie mu kawałka ziemi na zbudowanie fortyfikacji! Niestety nie chodzi o fabrykę foteli, co szoszoini przyjęli z dużym smutkiem… Czyli nici z powieszenia kilku foteli na stadionie Dzikiego Gąsiora.

Doczekano się również kolejnej osady! Kurt Town czyli miasto bladych twarzy zostało stworzone przez dobrą bladą twarz Farona przyjaciela czerwonoskórych. Kurt Town podczas wojny ze Słomagromską Republiką Ludową było ważnym ośrodkiem obrony. To tam zabarykadowały się Okocziańskie wojska podczas największego natarcia.

To tyle! Żegna was Pędzący Kojot vel Arturion van den Sune! HOWGH!

Hm… Autobiografia? Dobry pomysł! :)

Zastanawiałem się co napisać w „Graficie” wymyśliłem, że napiszę o… sobie! Tak napiszę tu swoją autobiografię, a co mi szkodzi 🙂

Moje v-życie zaczęło się 9 kwietnia 2007 roku. Wtedy to zamieszkałem w Królestwie Scholandii, spędziłem tam bez wątpienia wiele wspaniałych chwil… Poznałem swoich pierwszych v-przyjaciół, zostałem na kilka dni Ministrem Spraw Wewnętrznych… W czasie piastowania funkcji MSW przyszło 1 znudzenie Scholandią. Wtedy bez zastanowienia rzuciłem wszystko i ruszyłem do Sarmacji, nie zagrzałem tam sobie długo miejsca już po kilku tygodniach zaczynałem nowe życie w KSch.

Drugie podejście do Scholandii trwało kilka miesięcy, zostałem wtedy prefektem Bergii i Elfidy, byłem członkiem tamtejszej SPD, być może zostałbym posłem czy ministrem. Jednak Scholandia po pewnym czasie mnie nudziła. I wtedy również wszystko rzuciłem, napisałem na LD Scholandii, że się „zmywam” bo nie mam czasu na v-państwa, a tak naprawdę zamieszkałem tu na ziemi mlekiem i miodem płynącej, czyli w Dreamlandzie! 😀

A wiecie kiedy to było? 9 kwietnia 2008! Dokładnie w I rocznicę mojego v-życia… W rubrykę imię i nazwisko wpisałem wymyślone dane (w Scholandii posługiwałem się swoim realowym nazwiskiem). Wybrałem Webland i zacząłem prawdziwe v-życie. 

Pierwszym Dreamlandczykiem którego poznałem był baron Taheto ; ). Poznałem go jeszcze jako burmistrz Elfidias w Scholandii ( chciałem aby Elsynor i Elfidias były miastami partnerskimi). Postanowiłem, że zamieszkam właśnie w Elsynor, ponieważ to miasto „znałem” najlepiej ;).

Nie spodziewałem się, że po kilku tygodniach to ja zastąpie barona na stanowisku burmistrza tego miasta 😀 W międzyczasie zostałem asystentem prezesa DLP, diuka Bagera.

Bager właśnie był moim drugim Dreamlandzkim znajomym. To u niego zdałem egzamin z wiadomości nabytych w SGK, to on wprowadził mnie w Dreamlandzkie niuanse za co serdecznie mu dziękuje! : )

Po otrzymaniu obywatelstwa zapisałem się do POKD, poznałem tam Cyrica van den Sune-Buurena, który po pewnym czasie został moim v-ojcem. Z ramienia POKD dostałem się do Izby Poselskiej. Co mnie bardzo cieszy : ).

To ja na LD Weblandu zaproponowałem spotkania na czacie w każdy czwartek, które cały czas funkcjonują (czasami jednak zapomnę o tym, że jest czwartek i przypominam o tym sobie następnego dnia… tak to ze mną jest 😛 ). Spotkania te zapisują się cały czas w historii jako Spotkania Czwartkowe (wersja numer dwa, która często jest bardziej odpowiednia : Spotkania z Arturionem).

Muszę wspomnieć również o włączeniu mnie w poczet szlachty. Przyszedłem na czat tylko, żeby pogadać z ludźmi i uczestniczyć w nobilitacjach. Ani trochę nie spodziwałem się, że zostane sir 🙂

Kolejny epizod w moim życiu to zaciągnięcie się do armii i poznanie mego przyszłego pradziadka, Alchiena. W rozmowie z nim podrzuciłem pomysł dotyczący reaktywacji armii (o jaki pomysł mi chodzi, to powiedzieć nie mogę, niespodzianka ;D) który przyjął kilkoma słowami typu : Super, Ekstra itp.itd.  O Alchienie też powiem, że lubi gry komputerowe i raz pokonałem go w Battle for Wesnoth co uznał za plamę na honorze i zabronił mi o tym mówić, ale jak widać o tym powiedziałem i już teraz boje się co będzie jak spotkam Alchiena…

Wydaje mi się, że powiedziałem wszystko co ważne, więcej wydarzeń nie pamiętam, jednak ze wszystkich jestem dumny, i obiecuję, że cały czas będę aktywnie uczestniczył w życiu KD. AMEN! 😀

ps. Przepraszam, że artykuł banalny no ale cóż… Przepraszam, że tak późno… Wydarzenia z mojego życia tutaj przedstawione mogę być nie chronologicznie poustawiane, ale jak wiadomo skreloza nie boli. Moich znajomych którzy być może wpłyneli na moje v-życie a ich nie ująłem w autobiografi proszeni są o kontakt. Alchienie proszę jeżeli mnie spotkasz to mnie nie bij, ta twoja porażka była dawno temu 😛 A teraz kończę, dobranoc państwu. Przepraszam, że piszę bez sensu ale to mój styl. Do-wi-dze-nia!

sir A. (Fajny podpis :D)

Co z Grafitem?

Zapewne drodzy obywatele Dreamlandu, często zadajecie sobie to pytanie… Jakby nie patrzeć to Magazyn Grafit był jedynym działającym na terenie KD pismem.

Gdy wejdziemy na grafit.wordpress.com widzimy artykuł z sierpnia a dzisiaj mamy już październik. Nie można powiedzieć, że nie było tematów do opisania, było ich sporo. Pierwszym problemem stał się brak czasu redaktorów. Próbowałem napisać kilka artykułów, niestety jakoś mi się one nie podobały, wydawały się głupie.

Teraz „Grafit” otrzymał swego rodzaju cios w plecy, z Dreamlandu odszedł redaktor naczelny sir Piotr Maksymilian de la Kowalski. Można by pomyśleć, że to koniec MG. Jednak nasz magazyn nie umrze! Postaram się pisać swoje artykuły regularnie, przynajmniej raz w tygodniu. Wiem, że będzie ciężko w końcu jestem sam… Lecz wasze opinie i ciepłe słowa które zawieracie w komentarzach są rekompensatą za wysiłki włożone w to pismo.

Drodzy czytelnicy, mam nadzieje, że nie zanudziłem was tymi smętami : )  Mam do was małe pytanie na które odpowiedzcie w komentarzach, mianowicie zastanawiam się nad formą moich reportaży o mikronacjach. Czy bardziej podoba wam się opisywanie mikronacji jako o tworze internetowym z punktu widzenia internauty? Czy może pisanie o v-krajach tak jakby naprawdę istniały? Proszę was bardzo o odpowiedź! 

sir Arturion van den Sune – Buuren

Nieczęsto Dreamlandczycy w sposób zorganizowany wchodzą do realu i tak kierują swoimi realnymi tożsamościami, by te spotkały się w jednym miejscu. Muszą mieć jakiś dobry powód, żeby w ten sposób trwonić czas, który mogliby poświęcić na zabawę w wirtualu. Takim powodem może być na przykład okrągła rocznica dziesięciolecia istnienia Królestwa Dreamlandu. Oczywiście, mogą być lepsze – i zapewne wielu Dreamlandczyków czeka na nie (np. pięćdziesięciolecie brzmi już poważniej), ale dla dziewięciorga obywateli Królestwa Dreamlandu dziesięciolecie wystarczyło. Wśród nich, mimo pewnych początkowych wątpliwości, znalazł się niżej podpisany.

Najpierw, żeby mieć już to z głowy, uczciwie muszę powiedzieć, że organizacji zjazdu nie można nazwać kiepską. Trudno nazwać ją w ten sposób, skoro właściwie jej nie było. A przynajmniej nie przejawiła się w praktyce. Jedyną rzeczą zaaranżowaną przed zjazdem, która zadziałała jak należy było zorganizowanie noclegu zjazdowiczów, przez nich samych (podziękowania dla księcia Ghardina). Poza tym wszystko opierało się na czystej improwizacji, od dość chaotycznego odbierania kolejnych osób z dwóch dworców i niepotrzebnego miotania się po mieście, przez wybór lokali, po sam brak jakiegokolwiek programu zjazdu. O tym, że sam fakt jego zorganizowania został ujawniony w takim terminie, że wielu Dreamlandczyków nie mogło przyjechać w związku z innymi planami też należy wspomnieć. Generalnie pod względem organizacyjno-logistycznym nastąpiła mała katastrofa, ale prawdopodobnie to wynik braku doświadczenia Dreamlandczyków w organizacji tego rodzaju imprez w połączeniu z jakimś trudnym do wytłumaczenia zamroczeniem – następnym razem będzie lepiej. Myślę, że dużo rzeczy mogłoby zadziałać naprawdę dużo lepiej, gdyby poświęcić im choć odrobinę więcej uwagi.

Naszą domeną jest jednak rzeczywistość wirtualna, więc jakieś potknięcia związane z odnalezieniem się w realu zostawmy na boku. Tym bardziej, że nawet mimo tego rodzaju niepotrzebnych wpadek, osobiście zjazd oceniam jako inicjatywę wyjątkowo udaną (choć może to określenie brzmi trochę za słabo, z drugiej strony jednak wolałbym nie używać określenia: megasuperhiperextra). Zdecydowanie wyjazdu nie żałuję, a wszelkie niedogodności z nawiązką zrekompensowało towarzystwo realnych postaci tak ciekawych Dreamlanczyków, jak Artur I Piotr, Pavel Svoboda, Jubei d’Archien-Krieg, Ghardin, Bager, Paweł Milewski, Alchien d’Archien, Paweł Erwin d’Archien-Liberi. Trudno mówić o jakimś realnym dobrym poznaniu się w ciągu parunastu godzin, ale z pewnością było to ciekawe uzupełnienie wirtualnej znajomości i kilkanaście godzin całkiem dobrej zabawy.

W planie miałem sporządzenie krótkiego sprawozdania ze zjazdu, ale po namyśle stwierdziłem, że być może nie byłby to najlepszy pomysł. I tak nie mam zamiaru silić się na oddanie np. klimatu wędrówek po Łodzi w kilkudziesięciostopniowym upale, sesji zdjęciowej w realu (która wzbudziła nerwowe zainteresowanie personelu), obdzwaniania z życzeniami wszystkich znanych i nieznanych obywateli Królestwa Dreamlandu oraz „odśpiewywania” im hymnu, sporządzenia proklamacji, której treści i formy boję się nawet przywoływać we wspomnieniach, dramatycznych poszukiwań nowych lokali, wyprawy w jaką daliśmy się wplątać z Bagerem około piątej nad ranem (ostatecznie zakończonej sukcesem) i paru innych rzeczy, o których i tak raczej bym w tym miejscu nie pisał. A tak naprawdę najciekawszy w tym wszystkim był klimat, humor, weryfikowanie wzajemnych wyobrażeń o realnych wersjach wirtualnych znajomych. W życiu bym nie spodziewał się, że legendarny król-prawodawca, poskromiciel secesjonistów, Artur I Piotr okaże się tak życzliwym, sympatycznym i skromnym człowiekiem, a na co dzień wirtualnie raczej poważny i nie mniej legendarny Ghardin zaprezentuje się jako człowiek tak niesamowicie wesoły i otwarty (z podobnych względów, jak wcześniej, raczej wzdragam się przed napisaniem: jajcarz). Całkiem niezwykłą postać w realu wykreował sobie Pavel Svoboda, naprawdę dziwy typ, mówię Wam! To tylko przykłady, naprawdę każdy uczestnik zjazdu okazał się ciekawą osobowością, wartą bliższego poznania – szkoda, że formuła zjazdu wygląda tak, jak wygląda. Może kolejne zjazdy pozowlą poznać się nieco lepiej, nie tylko dlatego, że będą to już kolejne spotkania, ale być może właśnie w ich programie znajdą się ciekawsze elementy. Bardzo na to liczę, myślę, że bez zjazdu przynajmniej raz w roku się nie obędzie. Już ja się o to postaram.

Zmęczenie i zbyt krótka perspektywa umożliwiają mi stworzenie tylko takiej impresji jak powyższa. Jeśli ktoś czuje się na siłach i ma ochotę napisać coś więcej, podzielić się swoimi wrażeniami: zapraszam czy to do pisania komentarzy, czy dłuższych artykułów, które z przyjemnością opublikujemy w Graficie.

Tym, którzy mają taką możliwość – bardzo polecam wizytę na zjeździe w Warszawie. Naprawdę warto.

Kiedy i dlaczego tak późno?

Pamięta ktoś z Szanownych Czytelników jeszcze jakie wydarzenie miało miejsce w Dreamlandzie w dniach od 2 do 8 lipca bieżącego roku? Dawno było, trzy tygodnie już minęły, ale jeśli wysilić pamięć… A tak, wybory. Wybory do Izby Poselskiej XI kadencji, jeśli dobrze kojarzę. Już w dzień po wyborach, 9 lipca, Komisja Wyborcza przedstawiła nam wyniki. Posypały się komentarze, gratulacje, podziękowania, miejscami nawet żale. JKWysokość Paweł Svoboda obszerniej skomentował rezultat w Graficie, Estreicher w swoim stylu też napisał parę słów marudzenia. W martwych zwykle „Aktualnościach” na stronie głównej pojawiła się krótka notka, zyskując sobie niespotykaną ilość aż 13 komentarzy. Generalnie rzecz biorąc, siła reakcji była, powiedzieć można, współmierna do rangi wydarzenia.

W niecały tydzień po zamknięciu lokali wyborczych – który to okres już mógłby wydawać się podejrzanie długi – wydano szczęśliwym wybrańcom ludu zaświadczenia.  JKMość zapowiedział przyjazd do Pałacu Parlamentu i przekazanie Marszałkowi Laski. Niestety, już dwa dni później, pamiętnego dnia 16. lipca roku 2008 na społeczeństwo dreamlandzkie, jak grom z jasnego nieba, spada przerażająca informacja – cofnięcie zaświadczeń z powodu skarg wyborczych. I cisza. Dwutygodniowa cisza. Nikt się gromem z jasnego nieba nie przejął. Nikt nie zechciał zadać sobie trudu, żeby poinformować wyborców – też, co prawda, zupełnie tym faktem niezainteresowanych – jakie skargi, na kogo, jak szybko zostaną rozpatrzone, kto się tym w ogóle zajmuje? Wszyscy przeszli nad tym komunikatem do porządku dzienniego. Nic się nie stało, normalka, żyje się dalej.

Może i jest to rzeczywiście, jak dowiedziałem się od starszych stażem obywatli Królestwa, normalka. Ponoć miesięczne opóźnienie wyborcze jest w Dreamlandzie rzeczą najzwyklejszą i dlatego nikt nie próbuje się nawet dopytywać, o co chodzi. Mnie jednak taka znieczulica jeszcze nie złapała, Drodzy Czytelnicy, postanowiłem więc popytać, ponaciskać niektórych, podowiadywać się. Wyniki przedstawiam Państwu poniżej.

Na początku skierowałem swe kroki do siedziby Komisji Wyborczej Królestwa. Oto, co usłyszałem od jej przewodniczącego, Roberta hrabiego van Buurena:

Informowanie o toczących się w Sądzie Królestwa postępowaniach nie leży w gestii KWK, a sądu. Zaświadczenia zostały unieważnione na skutek wpłynięcia, w wyznaczonym terminie, skarg wyborczych na poprawność przeprowadzenia wyborów.

Ciężko jest mi określić kiedy zostaną rozpatrzone przez sąd skargi, więc nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, o to, kiedy poznamy finał sprawy.  Prezes Sądu ogłosił wpłynięcie skarg 15 lipca, więc społeczeństwo jak najbardziej zostało poinformowane. Wszystkie postępowania tego typu toczą się w wydziale administracyjnym Sądu Królestwa.

Zatem pytania o termin rozstrzygnięcia skarg powinny zostać kierowane bezpośrednio do Prezesa Sądu Królestwa.

Cóż, nie da się ukryć, że Przewodniczacy van Buuren ma sporo racji w tym, co mówi, jednakże stwierdzenie, iż „społeczeństwo jak najbardziej zostało poinformowane” uważam za sporą nadinterpretację. Wypuszczenie informacji o wpłynięciu skarg, a potem nie zająknięcie się na ten temat przez około dwa tygodnie (co od wyborów daje nam już prawie miesiąc) ciężo nazwać informowaniem.

Jak jednak zostało mi poradzone, tak też zobiłem. Uderzyłem bezpośrednio do Prezesa Sądu Królestwa, JKWysokości Artura Piotra. Zapytałem przede wszystkim, dlaczego mimo deklaracji zajęcia się skargami wyborczymi w pierwszej kolejności (mail JKW na LDKD z dnia 15 lipca), nadal nie widać jakiejkolwiek dalszej reakcji, choćby informacji na temat postępowania na stronie SK. Oto, co usłyszałem:

Cieszy troska o rzetelne informowanie społeczeństwa, jak i próba ustalenia przyczyn opóźnienia. Zajęcie się w pierwszej kolejności, niestety, w warunkach wirtualnych nie oznacza zajęcia się tego dnia. Każdy z nas musi dokonywać wyborów. Właściwie ich rezultat jest z góry określony – wybieramy obowiązki świata realnego. Stąd też opóźnienie. W pierwszej wolnej chwili – jak Pan widzi – Sąd Królestwa stara się podjąć swoje obowiązki. Zapraszam na salę rozpraw.

Moje dopytywanie się i naciskanie przyniosło skutki. Bezpośrednio z odpowiedzią JKWysokości na LDKD pojawił się mail informujący o wszczęciu postępowań – między innymi w sprawie skarg. Podobną informację można teraz także znaleźć na stronie Sądu, gdzie przewody sądowę zostały otwarte. Cieszy także przyjęcie krótkich, trzydniowych, terminów na dokonywanie czynności. Może pozwoli to na szybsze ustalenie wyniku i jego opublikowanie.

Przyjrzyjmy się dokładniej samym skargom. Obie zostały wniesione przez wicehrabiego von Pavenicka, Prokuratora Generalnego Królestwa. Pierwsze z postępowań toczy się w sprawie uznania przez KWK głosu pustego jako ważnego, nie znajduje to bowiem – zdaniem prokuratury – uzasadnienia w odpowiednim akcie prawnym mówiącym o przeprowadzaniu wyborów. Zdecydowałem się jednak dokładnie przestudiować Ustawę Federalną o Izbie Poselskiej (jednolity tekst z dnia 3 października 2007) i nie udało mi się znaleźć tam żadnego ustępu, który konkretnie wskazuje na kroki, jakie powinna podjąć Komisja w przypadku oddania głosu pustego. Takie określenie w Ustawie w ogóle się nie pojawia. W związku z moim niewielkim doświadczeniem z zakresu prawa, postanowiłem zwrócić się bezpośrednio do oskarżyciela, świeżo upieczonego magistra prawa, wicehrabiego von Pavenicka. Odpowiedź, którą otrzymałem była długa i wyczerpująca:

Jednym z podstawowych zadań Prokuratury Królestwa jest strzeżenie praworządności, a kiedy publicznie podważa się poprawności przeprowadzania wyborów do jedynego demokratycznie wybieranego organu przedstawicielskiego suwerena władzy w Królestwie Dreamlandu – narodu, to złożenie skargi wydaje się oczywiste – nie może być cienia wątpliwości co do ich poprawnego przebiegu.

Aby dobrze zrozumieć podstawy złożenia skargi wyborczej należy zdefiniować pojęcie wyborów. Słowniki języka polskiego wskazują, że wybory to „akcja mająca na celu powołanie odpowiednich kandydatów do określonych funkcji przez głosowanie”, a samo słowo wybór oznacza „wybranie jednej z kilku możliwości”, „wybieranie kogoś na stanowisko”.
Tyle PWN, a Wikipedia mówi: „Wybory – proces, w którym obywatele wybierają spośród zgłoszonych kandydatów swoich przedstawicieli do organów władzy. (…) Podstawową metodą dokonywania wyborów jest głosowanie.” „W przypadku wyboru osoby spośród przedstawionych kandydatów, każdy z głosujących popiera przynajmniej jednego kandydata i ten z nich, który otrzymał najwięcej głosów, zostaje wybrany.”

No tak, odniesienie do „słowników języka polskiego” jest cenną uwagą, jednakże nietrudno zauważyć, że interpretacja wszystkich tych definicji jest nadal rzeczą subiektywną. Żadna bowiem z nich nie wyklucza otwarcie i bezpośrednio głosu pustego, a o czymś takim, jak głosy nieważne nie wspomina ani słowem.

Takie rozumienie aktu głosowania w wyborach do Izby Poselskiej, polegające na oddaniu głosu na kandydata na posła, znajduje również potwierdzenie w Ustawie Federalnej o Izbie Poselskiej, gdzie mowa jest o kandydatach na posłów, o ważności głosowania, o stwierdzaniu nieważności głosowania, itp.

Na przykład artykuł 2 tejże ustawy precyzuje kiedy wybory są ważne. A ważne są gdy odpowiednia ilość kandydatów otrzyma odpowiednią ilość ważnych głosów. A zatem tylko głosy oddane na kandydatów decydują o ważności głosowania, tylko takie głosy są ważne. Podobnie artykuł 16 wskazuje kiedy wybory są „ważne” i kiedy Przewodniczący Komisji Wyborczej Królestwa może wystawić zaświadczenia nowowybranym posłom.

Ponownie, artykuł 2 nie określa zasady działania w przypadku głosu pustego. Powtarzam, nie określa. Mówi jedynie, ile głosów powinno zostać oddanych na kandydatów, nie stwierdza jednak niczego w kwestii głosów oddanych nie na kandydata. Artykuł zaś 16 (zapraszam Szanownych Czytelników do zapoznania się z nim osobiście, link do ustawy powyżej) nie ma, moim zdaniem, totalnie żadnego odniesienia do dyskutowanej sprawy.

Już z samej definicji wynika, że głosowanie to oddanie głosu na kandydata. Odpowiednia ilość oddanych na kandydata głosów decyduje o ważności jego wyboru. Z tego wynika, że głos polegający na nieoddaniu głosu na kandydata – nazwany niefortunnie głosem „pustym”, jest de facto głosem nieważnym, gdyż nie może wpływać na wynik wyborów.
Mówiąc w skrócie: mając do wyboru kilku kandydatów, mój głos będzie ważny, gdy zdecyduję się na któregoś z nich. Gdy nie wybiorę żadnej z osób, to mój głos o niczym nie decyduje, nie ma znaczenia, jest nieważny.

Jest to także subiektywna i prywatna interpretacja tejże kwestii przez wicehrabiego von Pavenicka. Szczególnie, że fakt zaliczenia głosu pustego jako ważnego nie oznacza, iż ma on wpływ na wynik wyborów, że ma jakiekolwiek znacznie, prócz formalnego. Ma on jedynie, w takim przypadku, wpływ na frekwencję.

Moim zdaniem, nie znalazłszy konkretnego przepisu określającego zachowanie wobec głosu pustego, KWK uznała, iż może uznać go jako ważny, nie łamie bowiem w taki sposób żadnego z paragrafów ustawy mówiącej o przeprowadzaniu wyborów. Jak będzie zaś zdaniem Sądu – tego powinniśmy dowiedzieć się w ciagu najbliższych 4-5 dni.

Druga skarga wicehrabiego von Pavenicka dotyczy niedostatecznej ilości członków Komisji i – tym razem – znajduje w prawie uzasadnienie. Jako, że z dokładnym opisem sprawy zapoznać można się pod powyższym odnośnikiem, zreferuję ją krótko. Ustawa mówi o tym, iż KWK powinna składać się z trzech członków. Mówi o tym jasno, mówi o tym przejrzyście i mówi o tym konkretnie. Podczas zaś trwania procedury wyborczej, jeden z członków Komisji, dr Jazłowiecki, zrezygnował z pełnienia funkcji z powodu aktywnego uczestnictwa w wyborach. Tu także jednak pojawia się kłopot, ponieważ ustawa takiej sytuacji nie przewiduje. Wszystko więc – ponownie – w rękach Sądu.

Podsumowując, przychylam się do zdania JKWysokości Artura Piotra, iż w przypadku nawału obowiązków tzw. realowych, wirtual spada na drugie miejsce. Biorąc jednak nawet tę okoliczność łagodzącą pod uwagę, nie można nie zauważyć, że cała procedura trwa jednak za długo. O wiele za długo. Dodajmy przy tym, że postępowanie w sprawie skarg zostało tak naprawdę otwarte dopiero po tym, gdy wystosowałem do JKWysokości zapytanie w tej sprawie. Nie chcę zarzucać jakiegoś zaniedbania, ale wygląda to generalnie rzecz biorąc nieco podejrzanie. Mówiąc krócej – wygląda tak, jakby JKWysokość po prostu o skargach zapomniał. Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem, należy mieć nadzieję, że oba przewody sądowe szybko zostaną doprowadzone do finału. Finał zaś jest – według mnie – prawdopodobny tylko jeden. Zbyt długo lud i jego wybrańcy czekali, by Sąd wydał decyzję o jeszcze większym opóźnieniu w postaci ponownego przeprowadzenia procedury wyborczej. Szczególnie, że – nawet przychylając się do opinii wicehrabiego von Pavenicka – zarzucane Komisji Wyborczej Królestwa uchybienia ciężko nazwać rażącymi i wpływającymi bezpośrednio na wynik wyborów. A tylko w takim przypadku prawo przewiduje ich powtórzenie. Ufam, iż będziemy świadkami sprawnie przeprowadzonych postępowań i szybkiego wydania zaświadczeń posłom-elektom. Mam także nadzieję, że w przyszłości wszystkie odpowiedzialne za poprawnośc wyborów organy postarają się, aby nie można było zarzucić im żadnych błędów. Każda bowiem – nawet hipotetyczna – nieprawidłowość opóźnia bowiem, jak widzimy, moment zaprzysiężenia nowego składu Izby, co nie wpływa zbyt dobrze na samopoczucie wyborców oraz wizerunek Dreamlandu na arenie międzynarodowej.